Wiadomości
Komentarze
Forum

Wpisy w kategorii: Kraków

Władze samorządowe Krakowa rozpoczęły akcję “Sześciolatku, nie trać roku”, która ma zachęcić rodziców sześciolatków do wysłania swoich dzieci do szkoły. O założeniach akcji możemy przeczytać tutaj: “Urzędnicy apelują: Sześciolatku nie trać roku!”. O tym, jak akcja wygląda w praktyce - tutaj: “Falstart akcji: Sześciolatku, nie trać czasu”.

Dni otwarte zaczynają się już w przyszłym tygodniu, a zdecydowana większość szkół na urządzanie klas dla sześciolatków nie dostała jeszcze pieniędzy. Rodzice zwiedzając szkoły, będą sobie musieli więc wyobrazić małe mebelki, kolorowe wykładziny i ewentualnie świeżo odmalowane ściany. O ile w ogóle trafią na dni otwarte.

Skrupulatną informację o tym, kiedy w jakiej szkole się one odbywają (łącznie z podaniem linii autobusowych i tramwajowych, którymi można do danej podstawówki dojechać), pokazali tylko na konferencji prasowej przed kilkoma dniami. I schowali do szuflady.

Rodzice od kilku dni usiłowali dowiedzieć się o terminach dni otwartych w poszczególnych szkołach. Bezskutecznie. Na specjalnie poświęconych akcji miejskich stronach internetowych (www.portaledukacyjny.krakow.pl oraz www.krakow.pl) nie było na ten temat ani słowa. W portalu edukacyjnym pod hasłem “Sześciolatku, nie trać roku” zamieszczono adresy podstawówek. Wszystkich, choć wiadomo, że klasy dla sześciolatków mają powstać tylko w 58 placówkach.

Nawet jeśli rodzic nie da za wygraną i kliknie na jedną ze szkół, nie będzie mądrzejszy. W każdej rubryka zatytułowana “oferta dla sześciolatka” jest pusta.

Do tej pustej rubryki kierowani byli zresztą rodzice, którzy słali e-maile do urzędników: “Przed zapisaniem dziecka chciałabym porównać ofertę i wyposażenie dwóch szkół. Jak to zrobić?” - pytała jedna z matek. “Proszę skorzystać z dni otwartych” - czytamy w odpowiedzi. A dni kiedy? Nie wiadomo.


Artykuł na temat przygotowania szkół do reformy w Krakowie - “Szkoło, z czym do sześciolatka?”:

Gdyby 55 krakowskich podstawówek, w których rozpoczynają naukę sześciolatki, połączyć w jedną, powstałaby szkoła prawie na miarę reformy. Jedne mają małe mebelki, ale nie mają dywaników, inne mają dywaniki, za to mebelków brak. Żadna nie stworzyła dla maluchów wspólnej klasy.

Zgodnie z reformą uczniowie klas I-III mają mieć w szkole zorganizowane kąciki zabaw, a przed szkołą plac zabaw. Ponieważ resort edukacji na zmiany nie dał do tej pory samorządom ani złotówki, szkoły robiły zakupy za to co miały. A miały niewiele. To dlatego w SP nr 4 w najmłodszych klasach są dywaniki (nauczyciele zdobyli wykładzinę za 120 zł i obszyli, żeby była ładniejsza), ale nie ma jeszcze tzw. zabawek (MEN wymaga kolorowych piłek, klocków, a nawet zestawów do pokonywania wysokości i torów przeszkód). W SP nr 114 są małe mebelki, stoliczki i szafeczki, za to brak dywaników i wydzielonych na kąciki miejsc. W miarę wyposażone kąciki (jeden za 4 tys. zł), jednak bez fajerwerków w postaci torów przeszkód, ma podstawówka nr 55. Ma też specjalną salkę do ćwiczeń dla maluchów, ale placu zabaw brak.

W Krakowie własny kawałek ziemi z drabinkami ma tylko 10 szkół (na 97 podstawówek). Reszta stoi w kolejce po sprzęt, który MEN obiecał w ramach programu “Radosna szkoła”.

(…)

Dyrektorzy krakowskich szkół, do których zapisano sześciolatki, nie kryją podejrzeń, że bez względu na reformę te dzieci i tak by do nich trafiły. Co roku bowiem część rodziców sama podejmuje decyzję, by ich pociechy szybciej zaczęły naukę. Dyrektorzy pewnie mają rację. Trudno bowiem uwierzyć, że to przystosowanie krakowskich podstawówek do reformy nakłoniło garstkę rodziców, by posłali dzieci rok wcześniej do szkoły.


Kontrola szkolnych stołówek

“Gazeta Wyborcza” o tym,  jak wojewoda małopolski skontrolował, co dzieci jedzą w szkolnych stołówkach: “Wojewoda odkrył pasztet w szkolnych obiadach”:

Na 182 małopolskie gminy tylko w 28 dzieci jedzą na szkolnych stołówkach dwa dania! W pozostałych na dużej przerwie mogą liczyć jedynie na zupę, kanapki i drożdżówki. Mało tego. W wielu szkołach, które serwują uczniom dwudaniowe obiady, posiłki pozostawiają wiele do życzenia: - Poniedziałek kluski z serem, wtorek - kluski z owocami, środa - kopytka, czwartek - naleśniki, piątek - gołąbki. Do tego kompot posłodzony pięcioma łyżeczkami cukru - Woźniak podaje przykładowe menu, jakie serwuje uczniom wiele szkolnych stołówek. I dodaje: - Niektóre z nich, by wymagana przez dietetyków kaloryczność posiłku zgadzała się, nakładają dzieciom na talerz ziemniaki z masłem ważące kilkadziesiąt dekagramów!

Jadłospisy na prośbę wojewody kontrolowała Elżbieta Szaro, dietetyczka ze szpitala uniwersyteckiego. - Przeglądnęłam ich kilkadziesiąt. Wśród nich były takie, które nazwałbym nie odżywczymi, a jedynie regeneracyjnymi. Liczyły zaledwie 400 kilokalorii! Poza tym różnorodność obiadów pozostawia wiele do życzenia. Owszem, można zjeść na obiad ser biały i wypić koktajl z truskawek, ale tylko raz, a nie trzy razy w tygodniu - opowiada.

Przypominamy, że Premier Tusk zapowiadał darmowe obiady w szkolnych stołówkach dla każdego głodnego dziecka, a Minister Hall “warunki tożsame z przedszkolnymi” dla dzieci w szkole… Polecamy zatem porównanie przedszkolnych i szkolnych jadłospisów


Dzisiejsza “Gazeta Wyborcza” zamieściła artykuł o chaosie w rekrutacji do szkół i przedszkoli - “Jak zapisać sześciolatka do szkoły”.

W Kielcach rekrutacja sześciolatków prawie zakończona, Warszawa czeka na ustawę. Bałagan. Nie wiadomo, czy i do kiedy dziecko zgłosić do szkoły.

Nadal nie jest pewne, czy sześciolatki mają iść do szkoły od września, czy nie. Nowelizację ustawy oświatowej zawetował prezydent. I chociaż Lewica zapewnia, że poprze koalicję w odrzuceniu weta, do głosowania w Sejmie (ma być w czwartek) nie wiadomo, czy ustawa wejdzie w życie.

Samorządy przygotowują się więc na dwa warianty. Jeśli ustawa będzie, rodzice będą mogli wysłać sześciolatka albo do pierwszej klasy, albo do zerówki w szkole lub przedszkolu. Teoretycznie trzeba im to umożliwić. Chociaż to samorząd ma ostateczny głos.

A jeśli ustawa padnie, trzeba będzie wszystkie sześciolatki pakować do zerówek. A to ma wpływ na rekrutację do przedszkoli. Bo jak ją przeprowadzić, skoro nie wiadomo, ile i dla których dzieci będzie w nich miejsc?

Artykuł zamieszcza również informacje o zainteresowaniu rodziców zapisywaniem sześciolatków do pierwszych klas:

  • Kielce - do pierwszej klasy zapisało się 8 sześciolatków z 2000 ogółem
  • Gdynia - wstępną deklarację do I klasy złożyło 200 rodziców (na 2200 sześciolatków)
  • Kraków - wstępną deklarację do I klasy złożyło 74 rodziców (z 4100)
  • Łódź - “zainteresowanie jest na razie mizerne”

Do szacowanej przez minister Hall 1/3 sześciolatków, które miały pójść do szkoły w 2009 roku jeszcze sporo brakuje…


Prywatne nie znaczy lepsze

“Dziennik Polski” napisał o wynikach kontroli prywatnych przedszkoli: “Niepokojące wyniki kontroli w prywatnych przedszkolach”.

Na 39 skontrolowanych placówek tylko w 12 nie stwierdzono uchybień. W sumie wizytatorzy dopatrzyli się ich ponad 80.

- To dosyć niepokojące wyniki - przyznaje Artur Pasek. - Będziemy musieli podjąć pewne kroki w celu pomocy dyrektorom tych przedszkoli. Przeprowadzimy też ponowne kontrole.

W niemal połowie skontrolowanych małopolskich przedszkoli byli zatrudniani nauczyciele bez odpowiednich kwalifikacji. Tymczasem zdaniem wizytatorów takie osoby nie mają odpowiedniej wiedzy z psychologii rozwoju dziecka ani tzw. świadomości pedagogicznej, co utrudnia im wspieranie rozwoju maluchów.

Ponadto wiele przedszkoli nie ma odpowiedniej bazy dydaktycznej, której skompletowanie wiąże się co prawda ze sporymi wydatkami, ale bez której nie można myśleć o realizacji podstawy programowej. W trzynastu placówkach wizytatorzy zauważyli, że dzieci przebywają w zbyt licznych grupach.

Co o kontroli mówią dyrektorzy przedszkoli? Katarzyna Szeląg, dyrektor dydaktyczny prywatnego krakowskiego przedszkola Akademia Jasia i Małgosi, przyznaje, że największym problemem, z jakim borykają się placówki, jest brak odpowiednio wyedukowanych nauczycieli.


Rodzice wolą przedszkola

Miasta sporządzają ankiety, jak wielu rodziców będzie chciało wysłać swoje 6-letnie dziecko do pierwszej klasy. Okazuje się, że… niewielu. Poniżej prezentujemy wyniki ankiet opublikowanych przez “Gazetę Wyborczą” oraz “Gazetę Krakowską”.

W Poznaniu - który chwali się, że ma szkoły świetnie przygotowane - 18% rodziców jest zainteresowanych wysłaniem dziecka do szkoły. We Wrocławiu tylko 15%. Wg ankiety w Krakowie 2% rodziców chce wysłać sześcioletnie dziecko do pierwszej klasy, a ok. 8% chce wysłać je do szkolnej zerówki.


Po zeszłorocznych bojach rodziców z Urzędem Miasta w Krakowie, dotyczących dyskryminacji dzieci urodzonych po 31. sierpnia (wydarzenia te relacjonowane na stronie dada.net.pl/protest/), w tym roku Kraków zmienia zasady rekrutacji do przedszkoli. Szczegóły w artykule “Przedszkola bardziej przyjazne rodzicom”.

A poniżej zamieszczamy komentarz Anety Radłowskiej-Działo, twórczyni strony z protestem przeciwko tej dyskryminacji:

W dniu wczorajszym p.o. Dyrektora Wydziału Edukacji Jan Żądło oraz Pani Prezydent Elżbieta Lęcznarowicz podali kryteria naboru do przedszkoli samorządowych na rok 2009/2010. Zniknęło kryterium wieku dyskryminujące wszystkie trzylatki urodzone po 31 sierpnia.

To dobrze, że krakowskie władze, zajmujące się edukacją w królewskim mieście Krakowie zauważyły w końcu, że kryterium jest nielogiczne i niespójne z rocznym systemem oświaty funkcjonującym w Polsce. Żeby nie powiedzieć - idiotyczne.

Ciekawa jestem, co takiego skłoniło władze miasta do odstąpienia od tego kryterium. Czy może fakt, że kryterium łamało dwa artykuły Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej? Czy był to tylko akt dobrej woli i wsłuchanie się w głos Ludu, który już nie tylko grzecznie pytał, ale głośno stukał do wszystkich drzwi i domagał się równego traktowania dla swoich malutkich dzieci.

Ciekawa jestem, co się zmieniło w prawie polskim od marca 2008, co pozwoliło Pani Prezydent znieść dyskryminujące kryterium, nie dające dzieciom urodzonym po 31 sierpnia szans na dostanie się do samorządowego przedszkola? Przecież w ubiegłym roku wszystkie kryteria “były zgodne z obowiązującym prawem i w jasny sposób z niego wynikały”. To nie Pani Prezydent i nie krakowski wydział edukacji dyskryminował dzieci, tylko prawo, które Kraków, jako jedyna ostoja praworządności w całej Polsce stosował zgodnie z jego literą. Pani Prezydent przekonywała nas o tym na łamach prasy w radio i w telewizji. Wszystko to jest w archiwum tej strony.

Pytam więc, co w takim razie się w tym prawie zmieniło?

Cały rok musiał minąć, żeby Jan Żądło i Elżbieta Lęcznarowicz wczytali się w opinię prawną wydaną przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i zrozumieli zawarte w niej słowa.

I co tu robić? Cieszyć się, że w końcu władze miasta zarządzające edukacją zrozumiały, że przez lata łamały konstytucyjne prawa dzieci i łaskawie w tym roku już tego błędu nie popełnią - bo w końcu zrozumieli słowo pisane.

Jakoś ciągle radość nie może we mnie zagościć.


“Gazeta Wyborcza Kraków” napisała o przygotowaniach małopolskich szkół do obniżenia wieku szkolnego:

Małopolscy urzędnicy próbują przekonać nas, że województwo jest już dostatecznie przygotowane na przyjęcie sześciolatków do szkół. Za przygotowane na reformę uważają podstawówki z zerówkami. Próbują sprzedać towar, który już sprzedali.

Na początku trzeba jasno napisać: jeśli małopolski rodzic zdecyduje się wysłać swoje sześcioletnie dziecko do szkoły we wrześniu 2009 roku, musi się liczyć z tym, że dziecko siądzie w zwykłej ławce przed tablicą. Żadnych miękkich wykładzin, kącika zabaw i małych mebelków, które zakłada reforma.

Trója - to ocena, jaką Małopolskie Kuratorium Oświaty wystawiło wszystkim 182 gminom w województwie pod względem przygotowania na przyjęcie sześciolatków do szkół (stan na 1 grudnia 2008 roku). Kurator Artur Dzigański poinformował w środę dziennikarzy, że są gminy, których przygotowanie ocenia bardzo dobrze, i takie, które zasługują na jedynkę. Tych najgorszych nie chciał wymienić (żeby nie studzić ich zapału), za dobrze przygotowany uważa Kraków.

Jak kuratorium zbierało dane? O wystawienie sobie ocen poprosiło… samorządy. Kraków i powiat krakowski podały, że mają 59 proc. szkół przygotowanych na przyjęcie sześciolatków. Według samorządowców są to wszystkie szkoły, w których funkcjonują zerówki (mają one wykładzinę zamiast ławek, małe mebelki, wyznaczone miejsce na naukę i odpoczynek, czyli to wszystko, co zgodnie z założeniami reformy powinny mieć sale dla uczących się w pierwszej klasie sześciolatków). Ale uznać szkoły z zerówkami za te przygotowane na reformę to dość karkołomne, bo do tych zerówek przyjdą też sześciolatki, których rodzice nie zdecydowali się posłać do szkoły.

Naprawdę dobrze przygotowana na przyjęcie sześciolatków do pierwszej klasy szkoła to taka, która ma dwie sale z dywanikami: jedną dla zerówki i drugą nową, czekającą już na przyjęcie we wrześniu 2009 roku sześcioletnich pierwszaków. Dziś żadna podstawówka nie może się tym pochwalić, więc nie ma co mydlić oczu rodzicom, że szkoły w województwie są dostatecznie do reformy przygotowane. Nie można dwóm klientom (sześciolatkom w zerówce i ich sześcioletnim kolegom w szkole) sprzedawać tego samego towaru (jednej sali)!

Co w takim razie czeka sześciolatki, które rodzice zapiszą do pierwszej klasy? Nawet kurator nie pozostawia wątpliwości. - Jeśli w jakiejś szkole będzie ich dwoje lub troje, usiądą przed tablicą w normalnych ławkach - przyznał wczoraj.

Cały artykuł znajduje się tutaj: “Analiza: małopolska szkoła dla sześciolatków”.


Krakowscy radni zastanawiają się, czy nie wysłać do premiera rezolucji o odroczenie obowiązku nauki sześciolatków przynajmniej o jeden rok - “Czy Kraków powie “nie” sześciolatkom?”:

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że MEN planuje dać szkołom 8 tys. zł na klasę. Tymczasem pełne wyposażenie zerówki (meble z atestem, małe umywalki i ubikacje) kosztuje 37 tys. zł!

- Dlatego chcemy apelować do premiera, by jeszcze raz przeanalizował proponowane zmiany, a przede wszystkim termin ich wprowadzenia - mówi Mirosław Gilarski z PiS-u i dodaje: - Nie może być tak, że wprowadza się reformę w sposób wręcz siłowy, posyła dzieci do szkoły i patrzy, co się z nimi dzieje.

Gilarski ma receptę na wprowadzanie pomysłu w życie: najpierw trzeba policzyć, ile dać szkołom pieniędzy, by spełniły wszystkie ministerialne wymogi, potem przekazać im te kwoty, a następnie przeszkolić nauczycieli. - Dopiero gdy wszystko będzie gotowe, zacznijmy przekonywać rodziców, że mogą bezpiecznie posłać swoje dzieci do szkoły. Założę się, że przy takiej kolejności działań nie byłoby takiego oporu jak w tej chwili - uważa radny.


Informacja z dzisiejszej “Gazety Wyborczej” z Krakowa - “Cicho sza o sześciolatkach w szkole”:

Za 11 miesięcy 98 krakowskich podstawówek powinno być przygotowanych na przyjęcie prawie 6 tys. sześciolatków. O tym, czy wszystkie te dzieci we wrześniu 2009 roku pójdą do pierwszej klasy mają zadecydować rodzice. Ponieważ mogą się zastanawiać do ostatniej chwili, szkoły muszą być przygotowane dla wszystkich maluchów. A to oznacza remonty i wielkie zakupy.

Żadnych ławek i tablicy z kredą. Zamiast tego dywan lub wykładzina dywanowa, małe krzesełka i stoliki - tak ma wyglądać sala dla najmłodszych uczniów. Musi być na tyle duża, by można było ją podzielić na część do nauki i zabawy. W szkołach, gdzie aż tak dużych sal nie ma, trzeba połączyć dwie w jedną - czyli przeprowadzić remont.

Teoretycznie przygotowania powinny trwać od dawna, praktycznie nie dzieje się nic. Wszystko przez to, że sejm nie przyjął jeszcze nowelizacji ustawy oświatowej decydującej ostatecznie o obowiązku nauki sześciolatków w szkołach.

- Jeśli nie zrobi tego do listopada, będziemy mieli nie lada kłopot. Zabraknie nam podstawy prawnej do uchwalania przyszłorocznego budżetu, który ze względu na reformę powinien być znacznie większy - mówi wiceprezydent miasta Elżbieta Lęcznarowicz.

Niepokoją się dyrektorzy szkół. - Z sześciolatkami w pierwszych klasach jest jak z Euro 2012 w Polsce. Wszyscy wiedzą, że ma być, ale nic się w tym celu nie robi, by je przygotować - podsumowuje kierująca SP nr 68 Teodozja Maliszewska.

Martwią się nauczyciele nauczania początkowego, którzy mają zająć się najmłodszymi uczniami. - Spodziewałam się szkoleń na ten temat, ale ich nie ma - mówi Małgorzata Solecka z SP nr 85.

MEN jak zwykle nie widzi problemu…

Biuro prasowe MEN tłumaczy: - Nowelizacja ustawy o systemie oświaty została przekazana już do uzgodnień międzyresortowych. Mamy nadzieję, że zostanie podpisana do końca tego roku.

Na argument, że samorządy zostały pozbawione podstawy prawnej do planowania zwiększonych budżetów na edukację w przyszłym roku, nie udało nam się uzyskać odpowiedzi.

Wniosek:

Wicedyrektor wydziału edukacji Jan Żądło nie ma wątpliwości, że skoro nie ma jeszcze podpisanej nowelizacji ustawy, na solidne przygotowanie szkół na wrzesień 2009 nie ma co liczyć.


dalej »