Kraków: Szkoły pękną pod naporem sześciolatków
25 maj 2008. Kategoria wpisu: Kraków, Reforma systemu edukacji
Polecamy Państwu artykuł „Szkoły pękną pod naporem sześciolatków” z krakowskiej Gazety Wyborczej.
Pękniemy w szwach, a starsi uczniowie będą siedzieć na lekcjach do późnego wieczora – alarmują dyrektorzy. Chodzi o prawie 6 tys. sześciolatków, na których przyjęcie we wrześniu 2009 muszą przygotować się krakowskie podstawówki (…)
- Pękniemy w szwach – prorokuje Teodozja Maliszewska, kierująca SP nr 68.
- Możemy stanąć na rzęsach i zrobić wszystko, czego się od nas wymaga, ale jakim kosztem? – pyta Barbara Nowak z SP nr 85.
Dyrektorzy alarmują, że pomieszczenie w szkołach równoległych klas pierwszych – dla wielu podstawówek oznacza wprowadzenie nauki na dwie, a nawet trzy zmiany!
- Już teraz starsze dzieci kończą lekcje o 16.30, a będą o 19 – ostrzega Nowak.
Analogicznie jak w Gdańsku, urzędnicy z Wydziału Edukacji nie widzą problemu – zza ich biurek wszystko wygląda ślicznie. Dziwnym trafem sprawa wygląda gorzej od strony nauczycieli i dyrektorów, którzy dokładnie wiedzą, jaki jest stan szkół.
Wydział edukacji uspokaja: – W skali całego miasta przyjęcie sześciolatków do podstawówek nie stanowi problemu – zapewnia wicedyrektor Jan Żądło. (…)
- Albo się nie zna, albo zapomina, jakie są założenia reformy – komentuje Maliszewska.
Ale hitem artykułu jest następujące stwierdzenie:
MEN zapewnia, że da na to samorządom pieniądze. Tyle że nie wiadomo ile. Jak powiedziała nam wiceminister Krystyna Szumilas, resort liczy, że część środków gminy zdobędą z Unii Europejskiej.
Przy prowadzeniu dowolnego projektu w poważnej firmie, najpierw oblicza się jego budżet projektu, a dopiero potem decyduje się o jego wykonaniu. Project manager mówiący, że jest budżet, ale „nie wiadomo jaki”, zostałby z miejsca wylany na zbity pysk. W MEN jest dokładnie odwrotnie – najpierw ogłaszana jest zmiana, a kwestia ile i kto za to zapłaci, jest sprawą drugorzędną…