Wiadomości
Komentarze
Forum

Wpisy w kategorii: Warszawa

Warszawscy psychologowie nie chcą firmować kampanii promującej reformę oświaty. Poniżej fragment artykułu “Komisje poboru sześciolatków”:

Część warszawskich psychologów twierdzi, że dostała od władz miasta wyraźny sygnał o tym, że powinna “wesprzeć” kampanię. - Na spotkaniach z przedstawicielami ratusza dyrektorzy poradni słyszeli różne rzeczy. Np. że do podstawówek poszło tak mało sześciolatków, bo psychologowie za mało się postarali o przekonanie rodziców - mówi Maria Płotczyk, przewodnicząca ogólnopolskiego Związku Zawodowego “Rada Poradnictwa”, zrzeszającego pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych. - Co to jest, jeśli nie naciski? - pyta. Jej zdaniem już sam fakt, że od psychologów oczekuje się tego, żeby przychodzili na szkolne spotkania z rodzicami i wspierali kampanię, jest nie w porządku.

Podobnie uznała grupa psychologów z jednej z warszawskich poradni. Napisali do dyrektora stołecznego Biura Edukacji.

- Nie możemy mówić w sprawie reformy jednym głosem, bo prócz zalet dostrzegamy mankamenty. Mamy prawo i obowiązek zwrócić uwagę na zagrożenia - mówi Urszula Moszczyńska, jedna z sygnatariuszek listu.

A w jaki sposób w Państwa miejscowości samorząd chce zadbać o sześciolatki w szkole?


Mimo kampanii informacyjnej, zachęt oraz e-porad, rodzice cały czas żądają zachowania miejsc dla 6-latków w przedszkolach. Tym razem rodzice walczą o zachowania miejsc w Przedszkola Kubusia Puchatka na Saskiej Kępie.

W grudniu dowiedzieliśmy się, że od września w przedszkolu nie będzie miejsca dla naszych prawie 30 sześciolatków - denerwuje się jedna z mam. Chce zachować anonimowość. - Nie możemy pogodzić się z tą decyzją. Mówi się nam, że w przedszkolu potrzebne są miejsca dla maluchów, a na Saskiej Kępie nie ma problemu z miejscami w przedszkolach. Przyjeżdżają tu dzieci z innych rejonów - mówi.

Dlatego rodzice się buntują. Uważają, że samorząd krzywdzi ich dzieci. Obejrzeli już dwie najbliższe podstawówki. I nie są zadowoleni, bo ich zdaniem szkoły w ogóle nie są przystosowane do najmłodszych. - Dzieci siedzą w przepełnionej świetlicy i same organizują sobie czas - opowiada jedna z mam. - Jedna ze szkół ma tylko maleńki plac do zabawy. A najgorsze jest to, że w każdej ze szkół ma być tylko jedna zerówka. Mamy bić się o miejsce w niej? Wybór między pierwszą klasą a zerówką okaże się fikcją, jeśli tworzy się więcej klas pierwszych niż zerówek. I tego obawiamy się najbardziej.

Więcej informacji w artykule “Rodzice walczą o zerówkę w przedszkolu”.


W ferie do innej szkoły

Pomimo wykładni MEN mówiącej o tym, że oddział przedszkolny w szkole nie ma przerwy zimowej, niektórzy rodzice 6-latków z Warszawy dowiedzieli się, że na okres ferii muszą wysyłać dzieci do innych szkół:

Kasia chodzi do podstawówki. Tak jak inne sześciolatki z Białołęki wbrew woli rodziców została przeniesiona z przedszkola do szkoły.

– Urzędnicy obiecywali, że zerówka działać będzie jak normalne przedszkole. Nie będzie np. przerwy podczas ferii – tłumaczy mama dziewczynki. – Przed kilkoma dniami od pani dyrektor dostałam adresy szkół dyżurujących w czasie ferii. Naszej tam nie ma – mówi zdenerwowana mama.

Kobieta tłumaczy, że gdyby córka została w przedszkolu, to nie musiałaby jej na dwa tygodnie przenosić do innej placówki i narażać na stres związany ze zmianą wychowawcy i otoczenia.

Więcej informacji w artykule “Sześciolatki na lodzie” w “Życiu Warszawy”.


Warszawa bez przedszkoli dla sześciolatków

Władze Warszawy konsekwentnie zmniejszają liczbę miejsc w przedszkolach dla sześciolatków oraz planują kampanię informacyjną dla rodziców. Więcej informacji można znaleźć w artykułach “Wybór dla sześciolatków: Szkoła albo szkoła” oraz “Sześć lat i co dalej”.


Pukanie w okno szkoły

“Gazeta Wyborcza” w artykule “Rodzicu chcesz odebrać dziecko? Zapukaj w okienko” opisuje sytuację w SP nr 127 przy ul. Kowieńskiej na Pradze-Północ:

- Pewne rozwiązania nie są równie przemyślane jak nowoczesna inwestycja - skarży się jeden z rodziców. - Największym problemem tej szkoły są według dyrekcji rodzice najmłodszych uczniów, w tym sześciolatków.

A to dlatego, że nie chcą się rozstawać z dziećmi pod drzwiami. Chcą wchodzić do środka. A konkretnie do szatni.

- Rodzice odprowadzający czy odbierający dzieci, również te najmłodsze, które nie potrafią w pełni poradzić sobie ze zdjęciem czy założeniem zimowych ubrań, nie są wpuszczani, muszą czekać przed budynkiem, niezależnie od pogody czy pory dnia, nierzadko stojąc w wietrze czy deszczu - słyszymy.

Rodzicom nie podoba się też sposób, w jaki mają zgłaszać, że przyszli odebrać dziecko ze świetlicy.

- Trzeba pukać w okno świetlicy - opisują. - Nie ma żadnego innego sposobu, brakuje domofonów. Panie pracujące w szkole mają zakaz wpuszczania rodziców nawet do przedsionka, który mógłby doskonale spełniać rolę poczekalni.

- Aż mi wstyd za rodziców - mówi na wstępie Anna Martin, dyrektorka szkoły. Tłumaczy, że zakaz przebywania dorosłych w szatni obowiązuje od dwóch lat. Został zapisany w statucie. Podpisała się pod nim Rada Rodziców.


Rozsypująca się szkoła sportowa

Zmiany reformy programowej dotyczą również nauczania wychowania fizycznego. “Gazeta Wyborcza” opisuje, jak wyglądają zajęcia w Zespole Szkół Sportowych nr 58 w Warszawie:

Ułożenie grafiku dla młodych sportowców graniczy z cudem. Nie zawsze udaje się pomieścić uczniów w sali gimnastycznej, nawet po przedzieleniu jej na pół kotarą. Dlatego uczniowie trenują hokeja w wąskim łączniku między budynkiem z salami lekcyjnymi a salą gimnastyczną. Ćwiczą też na korytarzu drugiego piętra. - Takie warunki pracy uniemożliwiają prowadzenie szkolenia sportowego - ocenia Katarzyna Klimczak, przewodnicząca rady rodziców. - Zaburzają też prowadzenie zajęć w klasach. Drzwi pracowni nie są dźwiękoszczelne, a trudno oczekiwać, że trening lekkoatletyczny czy zajęcia z szermierki będą odbywały się w kompletnej ciszy.

(…)

Sportowcy nie doczekali się jednak ani nowoczesnego boiska, ani hali sportowej z prawdziwego zdarzenia. Boisko jest asfaltowe, pełne spękań z powodu wystających korzeni drzew. - W sali gimnastycznej przez dziurawy dach woda leje się dzieciom na głowę - alarmują rodzice.

Zacieki widać gołym okiem. Zastrzeżenia co do stanu technicznego ma też powiatowy inspektorat sanitarny, który nakazał doprowadzić do odpowiedniego stanu m.in. boisko oraz podłogi w sali gimnastycznej i przebieralni.

Pełen tekst artykułu: “Hokeiści trenują na korytarzu”.


Co dalej z sześciolatkami?

Z artykułu “Klasy gotowe, ale sześciolatków brak” opublikowanego dzisiaj w gazecie “Metro” możemy się dowiedzieć, że:

  • szkoły nie dla sześciolatków w Warszawie nie były przygotowane:

Gdy pół roku temu rodzice chcieli zobaczyć wydzielone sale i place zabaw dla sześciolatków, nie bardzo mieliśmy co pokazywać.

  • ale teraz już są:

Przeprowadziliśmy remonty. W 90 proc. szkół sale dla najmłodszych są albo zupełnie wydzielone, albo mieszczą się w części przeznaczonej dla klas I-III. Place zabaw są w 122 szkołach, w kolejnych 32 sześciolatki korzystają z placów w sąsiedztwie.

  • i w związku z tym:

Dlatego od stycznia zacznie się tu nowa kampania informacyjna. Rodzice będą mogli wziąć udział w dniach otwartych, konferencjach z psychologami, a biuro edukacji wyda poradnik wyjaśniający różnice między programem zerówki i I klasy oraz pomagający ocenić, czy dziecko jest gotowe na edukację.

Polecamy również komentarz Małgorzaty Barańskiej, nauczycielki klas I-III

W mojej klasie nie trafił się żaden 6-latek, ale takie dzieci są w klasach u koleżanek. Jakoś sobie radzą, ale moim zdaniem odnajdują się trochę gorzej niż starsze dzieci. Nie chodzi o kwestie dydaktyczne, bo z nauką nie ma problemów. Chodzi o przystosowanie społeczne - to po prostu jeszcze przedszkolaki, które np. nie bardzo rozumieją, dlaczego muszą sterczeć przez 45 minut na szkolnym apelu. Kampanie zachęcają rodziców, by posyłali dzieci do I klas? Proszę bardzo, jeśli infrastruktura się poprawi, a otoczenie, w którym będą przebywać dzieci będzie bardziej przyjazne. Ale moim zdaniem to, że zmieni się szkoła nie znaczy, że zmieni się 6-latek, dla którego najlepszym miejscem do rozwoju jest przedszkole.


Konferencja “Szkoła Partnerska”

Serdecznie zapraszamy Państwa: Rodziców, Dyrektorów, Nauczycieli i Samorządowców na konferencję “Szkoła Partnerska” poświęconą rozwijaniu i wspieraniu talentów dzieci. Konferencja odbędzie się w d. 13-14.11.2009 r w Warszawskim Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń na ul. Hożej 88 III p. od godz. 15.30.

Na III Konferencji z cyklu Szkoła Partnerska powiemy o tym, jak rodzice mogą pomóc dzieciom odnieść sukces w szkole. Prezentacje wygłoszą goście z polskich uczelni i przedstawią najnowsze badania na temat wpływu rodziców na sukcesy edukacyjne dzieci.

Goście z Europejskiego Stowarzyszenia Rodziców podzielą się z nami doświadczeniami z innych krajów Europy. Po raz pierwszy w Warszawie Rodzice, Nauczyciele i Dyrektorzy spotykają się w gronie międzynarodowym.

Konferencja jest bezpłatna. Prosimy potwierdzać udział mailem do 12.11.2009 r. - rodzice.forum@wcies.edu.pl lub biuro@rodzicewedukacji.pl. Więcej informacji tutaj.


Literki wracają do zerówek

Informacja z “Życia Warszawy” - “Literki wracają do zerówek”: rodzice naciskają na naukę czytania i pisania w zerówkach, a nauczyciele i dyrekcja są zdezorientowani:

Rodzice przyznają, że zaczęli naciskać na nauczycieli. – Na początku roku wychowawczyni kategorycznie stwierdziła, że dzieci nie będą uczyć się pisać i czytać – wspomina pani Iza z Wawra. – Po półtora miesiąca uznała jednak, że sześciolatki dobrze radzą sobie z omawianym materiałem i po konsultacjach stanęło na tym, że kupiliśmy zeszyty do ćwiczeń kaligrafii i liczenia. Wkrótce nasze maluchy mają zacząć normalną naukę – opowiada mama.

Na forach internetowych rodzice dzielą się też radami jak rozmawiać z nauczycielami. I proponują drogi okrężne, np. zapisanie malucha na kurs języka: „Uczą nie tylko angielskiego, ale także pisać po polsku”.

A co na to MEN?

Grzegorz Żurawski, Rzecznik resortu edukacji: Nie ma niczego nagannego w tym, że sześciolatki w oddziałach przedszkolnych uczą się pisać czy czytać. Nikt tego nie zabrania.

Pan rzecznik ma dość kiepską pamięć, bo w czerwcu tego roku mówił tak (źródło):

MEN twardo obstaje przy swoim: na internetowej stronie dla sześciolatków umieścił nawet komunikat, że “korzystanie z podręczników w wychowaniu przedszkolnym jest nie tylko niekonieczne, ale również niezalecane”. Chodzi m.in. o to, żeby dzieci nie ćwiczyły pisania.

- W edukacji przedszkolnej ma się odbywać przygotowanie przedszkolne do nauki w szkole. Posadzenie dziecka do ławki oraz nauka pisania i czytania ma miejsce w szkole - tłumaczy rzecznik resortu Grzegorz Żurawski. - Trudno. Wybór należy do rodziców: czy bardziej im zależy na edukacji dziecka, i wtedy zapisują je do szkoły, czy wybierają przedszkola.


Dwie relacje z rozpoczęcia edukacji przez sześciolatki.

Gdynia - “Sześciolatki poszły do trójmiejskich szkół”:

Najwięcej sześciolatków rozpoczęło edukację w Gdyni. Władze miasta zapewniły 10 tys. złotych każdej placówce, która przygotowywała się na przyjęcie młodych uczniów.
W Zespole Szkół nr 7 uczy się 39 pierwszoklasistów z rocznika 2003. Mają do dyspozycji dwie sale w pełni przystosowane do ich potrzeb. Małe ławeczki i krzesła, w których mogą wygodnie usiąć, kącik do zabawy, a w nim - miękki, kolorowy dywan i półki pełne zabawek, z których każdy maluch może korzystać.

- Dzieci czują się tu naprawdę dobrze. Sama jestem zaskoczona, że tak szybko zaaklimatyzowały się w nowym miejscu. Na pewno duże znaczenie ma fakt, że chodziły wcześniej do przedszkola - tłumaczy Elżbieta Zgoła, dyrektor Zespołu Szkół nr 7 w Gdyni. - W salach przygotowalismy dla nich specjalne szafki, dzięki którym nie muszą dźwigać do domu książek. W tornistrze będą więc nosić przede wszystkim piórnik, śniadanie i ewentualnie jakieś przybory potrzebne na zajęciach.

I Warszawa - “Lekcje dla sześciolatków na szkolnym korytarzu”:

W Szkole Podstawowej nr 277 przy ul. Suwalskiej od września ruszyło pięć zerówek. Ale rozpoczęcie roku szkolnego dla części rodziców było szokiem.

– Okazało się, że dla części uczniów nie było miejsca i zabrakło jednej sali lekcyjnej. Dzieci trafiły na korytarz, tam wystawiono im ławki i krzesełka – opowiada mama sześciolatki, która właśnie rozpoczęła naukę. – To skandal! Dyrekcja zapewniała nas, że dla wszystkich maluchów znajdzie się miejsce i szkoła będzie w pełni gotowa na ich przyjęcie.

Według relacji rodziców, pierwsze dni w szkole wyglądały fatalnie: hałas, ciągle ktoś się kręcił, dzieci biegały po całym korytarzu, a nauczycielka nie była w stanie zapanować nad bałaganem.

– Mimo to pani dyrektor stwierdziła, że nie widzi problemu i korytarz nie będzie dzieciom w nauce przeszkadzać – opowiadają rodzice. Izabela Świerczyńska, wicedyrektor SP nr 277, nie rozumie, w czym kłopot. – Ta część korytarza zostanie oddzielona ścianą i powstanie osobna klasa. Od razu powiadomiliśmy o tym rodziców. Ale ci nie wysłuchali, nie obejrzeli – mówi wzburzona.

Jednak już wczoraj, po interwencji dzielnicowych urzędników powiadomionych przez rodziców, maluchy z zerowej klasy e, które miały uczyć się na korytarzu, zostały tymczasowo przeniesione do świetlicy. – Na razie tu będą mieć zajęcia – informuje dyr. Świerczyńska.


dalej »