We wczorajszej „Rzeczpospolitej” znalazł się artykuł, który podsumowuje dotychczasowe rezultaty obniżenia wieku szkolnego „Sześciolatki poza szkołą”:
Wbrew planom Ministerstwa Edukacji do pierwszej klasy poszło niecałe 5 proc. dzieci w wieku sześciu lat. Według danych ministerstwa, zaskakująco mało sześciolatków zaczęło edukację w regionach, gdzie jest dużo przedszkoli. W województwach opolskim i śląskim zrobiono tak tylko w ponad 3 proc. rodzin. Większy odsetek trafił do szkół w regionach, gdzie nie ma rozwiniętej sieci przedszkoli, np. w Warmińsko-Mazurskiem i Podlaskiem. – Tam sześciolatki i tak trafiłyby do zerówki w szkole. Łatwo było przekonać rodziców, by uczyły się w pierwszej klasie, skoro i tak znalazły się w szkolnym budynku – mówi Teresa Ogrodzińska z Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego.
Sławomir Kłosowski (PiS), były wiceminister edukacji, dodaje, że pomysły MEN nie mają poparcia w społeczeństwie. – Jednak w przyszłym roku dzieci w szkołach będzie więcej. Rodzice są do tego przymuszeni, bo w przedszkolu dzieci nie uczą się pisać ani czytać – mówi.
W „Rzeczpospolitej” jest również komentarz Piotra Goćka:
Nietrudno odgadnąć, czego bali się rodzice – tego, że szkoły są nieprzygotowane do przyjęcia maluchów. Że zamiast sal z zabawkami czekają na nie przepełnione klasy. Że nie będzie osobnych zajęć dla siedmiolatków i sześciolatków, bo nie ma na to pieniędzy. Wszystko to dla Ministerstwa Edukacji jest nieważne, bo działa w imię zasady: obiecaliśmy reformę, będzie reforma. Koszt nieistotny.
W Polsce zamiast badań i dyskusji mamy ministerialne dogmaty, a zamiast pieniędzy na szkoły – mechanizmy spychania odpowiedzialności na samorządy. Sądząc po opublikowanych dziś przez „Rz” danych, minister Hall czym prędzej powinna znaleźć sobie jakieś inne dzieci i innych rodziców do przeprowadzania reformy. Bo ci dzisiejsi najwyraźniej jej nie rozumieją. Ale czy można się im dziwić?
Oraz wywiad z minister Katarzyną Hall:
Od czegoś trzeba zacząć. W poprzednich latach, kiedy sześciolatki mogły iść do szkoły po zasięgnięciu opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej, szło ich do pierwszych klas niecały jeden procent.
W zeszłym roku, gdy zaczęliśmy już mówić o obniżeniu wieku szkolnego, był to jeden procent. Teraz wzrost jest więc niemal pięciokrotny. Pięć razy więcej ludzi stwierdziło, że może posłać swoje sześcioletnie dziecko do szkoły. Jeśli za rok znów będzie pięć razy więcej, to będzie już znaczna zmiana. Dla mnie najważniejsze jest, że blisko 72 proc. pięciolatków poszło w tym roku do przedszkoli.