Wiadomości
Komentarze
Forum

Wpisy w kategorii: Reforma systemu edukacji

„Gazeta Prawna” o tajnym nauczaniu sześciolatków w przedszkolach:

W jednym z przedszkoli w powiecie wołomińskim odbywają się tajne zajęcia z czytania i pisania dla sześciolatków. Tajne, bo zgodnie z nową podstawą programową dla wychowania przedszkolnego w zerówkach wszystkie dzieci nie mogą uczyć się czytać i pisać. Na zebraniu dla rodziców nauczycielka podkreśliła, że dzieci są gotowe do nauki i za zgodą opiekunów może ją rozpocząć. Rodzice zakupili podręczniki, które trzeba ukrywać na wypadek kontroli kuratorium oświaty, i sześciolatki poznają już pierwsze literki. Z tego samego względu na zajęciach nie używa się też tablicy.

Podobnie uczą się także dzieci w jednym z przedszkoli w powiecie pruszkowskim oraz we Wrocławiu. Tyle że w tych przypadkach nauka odbywa się na prośbę samych rodziców, którzy zaoferowali pomoc w organizacji zajęć, zakupili podręczniki i pomoce naukowe. W żadnym z nich dzieci nie mają jednak zeszytów. W przypadku kontroli byłby to ewidentny dowód na prowadzenie niezgodnych z prawem zajęć.

Z sondy przeprowadzonej przez nas w przedszkolach w całej Polsce wynika, że rodzice często proszą albo o prowadzenie tajnych, nielegalnych zajęć dla całej grupy sześciolatków, albo o indywidualną naukę ich dziecka, która jest dozwolona. Część przedszkoli nie zgadza się na to z obawy o złamanie przepisów. Zdecydowana większość nie zgadza się na wprowadzenie podręczników. Są jednak i takie przedszkola, w których tajne komplety są już prowadzone.

Więcej informacji w artykule: „W zerówkach odbywają się tajne komplety”.


Polecamy artykuł państwa Elbanowskich „Przedszkole jak przechowalnia”, który ukazał się w „Rzeczpospolitej”. Poniżej dwa fragmenty tego artykułu, zachęcamy do przeczytania całości.

Na potrzeby obniżenia wieku szkolnego przyjęto założenie, że wszystkie dzieci idące do pierwszej klasy mają być analfabetami. W ten sposób cały rocznik dzieci, które rozpoczynają teraz szkołę, przeżywa edukacyjne deja vu. Program przewiduje dla nich uczenie czytania od początku. Zmarnowanie startu edukacyjnego całemu rocznikowi siedmiolatków przyszło pani minister z ogromną łatwością.

(…)

W warszawskich podstawówkach zawisły specjalne plakaty propagandowe przedstawiające edukację szkolną dla sześciolatka w samych superlatywach. Siłowe wdrażanie nowego programu staje się narzędziem szantażu: „Nie posyłajcie dziecka do zerówki, bo niczego się nie nauczy”. Za to w pierwszej klasie sześciolatek będzie musiał nadgonić program dwóch lat, o czym propagatorzy reformy wolą nie mówić.


Łódzka „GW” o braku pieniędzy na edukację, który odczuwają m.in. najmłodsze dzieci – „Szkoły odwołują zajęcia pozalekcyjne”:

Dziura w budżecie uderzyła również w najmłodszych uczniów, czyli sześciolatków. Przed wakacjami magistrat namawiał rodziców, by posłali maluchy do szkolnych zerówek lub pierwszych klas. Od tego roku umożliwia to reforma. Szkoły – by ich przekonać – miały obiecywać wszystko, czego rodzice sobie życzyli: nowe meble i zabawki dydaktyczne, a nawet oddzielne świetlice. Sześciolatki w szkołach zwalniały bowiem miejsca młodszym dzieciom w przedszkolach, a przypomnijmy, że w tym roku w Łodzi zabrakło tych miejsc aż tysiąc!

Szkoły długo czekały na obiecane przez gminę pieniądze. Teraz okazuje się, że dostała je tylko połowa – po 10 tys. zł. Reszta zaledwie po 1000 zł albo wcale. – W zerówce miałam mieć nowe meble, ale te parę złotych nie wystarczyło. Sześciolatki siedzą więc na starych, trzeszczących krzesłach, przy stolikach, które ostatnie lata przeleżały w piwnicy zaprzyjaźnionej szkoły – denerwuje się wicedyrektorka z Widzewa. Jej koleżanka z innej podstawówki boi się, że w końcu któryś rodzic zapyta, gdzie obiecany dywan? Gdzie zabawki, dzięki którym maluchy miały się w szkole nie nudzić? – Dlatego odwlekam wywiadówki w nadziei, że wreszcie jakieś pieniądze dostanę – przyznaje ze wstydem dyrektorka.Dziura w budżecie uderzyła również w najmłodszych uczniów, czyli sześciolatków. Przed wakacjami magistrat namawiał rodziców, by posłali maluchy do szkolnych zerówek lub pierwszych klas. Od tego roku umożliwia to reforma. Szkoły – by ich przekonać – miały obiecywać wszystko, czego rodzice sobie życzyli: nowe meble i zabawki dydaktyczne, a nawet oddzielne świetlice. Sześciolatki w szkołach zwalniały bowiem miejsca młodszym dzieciom w przedszkolach, a przypomnijmy, że w tym roku w Łodzi zabrakło tych miejsc aż tysiąc!

Szkoły długo czekały na obiecane przez gminę pieniądze. Teraz okazuje się, że dostała je tylko połowa – po 10 tys. zł. Reszta zaledwie po 1000 zł albo wcale. – W zerówce miałam mieć nowe meble, ale te parę złotych nie wystarczyło. Sześciolatki siedzą więc na starych, trzeszczących krzesłach, przy stolikach, które ostatnie lata przeleżały w piwnicy zaprzyjaźnionej szkoły – denerwuje się wicedyrektorka z Widzewa. Jej koleżanka z innej podstawówki boi się, że w końcu któryś rodzic zapyta, gdzie obiecany dywan? Gdzie zabawki, dzięki którym maluchy miały się w szkole nie nudzić? – Dlatego odwlekam wywiadówki w nadziei, że wreszcie jakieś pieniądze dostanę – przyznaje ze wstydem dyrektorka.


Pierwszoklasiści z podstawówek i gimnazjów będą mogli używać książek starszego rodzeństwa albo odkupionych z drugiej ręki – zdecydował MEN po artykule „Gazety”.

W tym roku szkolnym wchodzi nowa podstawa programowa (…) dlatego wszystkie książki musiały przejść weryfikację jako „dopuszczone od 2009 r.”. Ministerstwo na stronie internetowej zawiesiło więc taką informację: „W klasach I szkół podstawowych i w klasach I gimnazjum od roku 2009/2010 mogą być stosowane wyłącznie nowe [podkr. red.] podręczniki zgodne z nową podstawą”. Tak to nauczyciele przekazali rodzicom, takie kartki pojawiły się w księgarniach, taka wskazówka krążyła po antykwariatach i giełdach z podręcznikami.

Sprawdziliśmy jednak, że niektóre nowe książki nie różnią się od starych albo wcale, albo różnią się tylko drobiazgami. Potwierdzili to nauczyciele i wydawcy. Potwierdziło również MEN (…) Chodzi przede wszystkim o książki do przedmiotów ścisłych, do nauki języków, a także gramatykę do polskiego. Wydawcy serwowali w nich uczniom „stare” treści w nowych obwolutach. I po nowej, wyższej cenie i za aprobatą MEN.

Wiceminister edukacji Krystyna Szumilas przedstawiła nowe stanowisko MEN: – Jeżeli dopuszczony do użytku podręcznik jest identyczny ze starym albo bardzo podobny w treści, nie ma przeszkód, żeby uczniowie korzystali z tego starego.

Wczoraj zniknęły też z komunikatów na stronie MEN słowa „wyłącznie nowe”. Ale specjalnego komunikatu MEN do nauczycieli i rodziców nie ma.

Więcej informacji tutaj.


Kolejny artykuł o przygotowaniu (lub jego braku) szkół do przyjęcia sześciolatków: „Zerówki do poprawki”. Poniżej fragment:

Mieszkam na osiedlu Stara Miłosna, które jest częścią warszawskiej dzielnicy Wesoła. Nasza szkoła rejonowa nie prowadzi zerówki (jest przepełniona – ma 800 dzieci na 450 miejsc), więc władze dzielnicy przydzieliły dzieciom ze Starej Miłosnej miejsca w szkole podstawowej nr 174 w Wesołej. Mają zapewniony transport autobusem w obie strony.

Gdy weszliśmy z rodzicami do sali przeznaczonej dla zerówki, miny nam zrzedły. Dzieciaki dostały starą świetlicę, przylegającą do sali gimnastycznej, oświetloną jarzeniówkami. Zbyt wysoko umieszczone okna powodują wrażenie przebywania w piwnicy. Meble są stare i zniszczone. Zabawki dla dzieci przyniosła z domu nauczycielka. Maluchy nie mają możliwości zostawienia swoich rzeczy w szkole. Szatnia dla nich ma powstać dopiero w bliżej nieokreślonej przyszłości. Pozostałe dzieci mają szafki, nasze nie, bo „one i tak za rok wrócą do Starej Miłosny” i nie warto inwestować.

W artykule zawarta jest również wypowiedź Grzegorza Żurawskiego, rzecznika MEN:

Posłanie 6-latków do szkół forsowało Ministerstwo Edukacji Narodowej. Co resort ma do powiedzenia rodzicom, których dzieci poszły do nieprzygotowanych szkół?

Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN: – Zdajemy sobie sprawę, że nie wszędzie jest idealnie. Jeśli rodzice maja jakieś zastrzeżenia, uważają, że coś się powinno zmienić, że czegoś brak, niech informują o tym dyrektora szkoły i lokalny samorząd. To oni mają za zadanie zapewnić takie warunki, jakie usatysfakcjonują rodziców. Często wcale nie potrzeba na to wielkich pieniędzy, tylko dobrej woli i pomysłu. Bywa, że wystarczy np. przestawić szafki, by inaczej zorganizować szatnię dla dzieci. Mamy nadzieję, że więcej będzie pozytywnych przykładów szkół, a rodzice przekonają się, że nie ma się czego bać. Obowiązek szkolny dla sześciolatków będzie dopiero za trzy lata, jest czas, by wszystko przygotować.


Dwie relacje z rozpoczęcia edukacji przez sześciolatki.

Gdynia – „Sześciolatki poszły do trójmiejskich szkół”:

Najwięcej sześciolatków rozpoczęło edukację w Gdyni. Władze miasta zapewniły 10 tys. złotych każdej placówce, która przygotowywała się na przyjęcie młodych uczniów.
W Zespole Szkół nr 7 uczy się 39 pierwszoklasistów z rocznika 2003. Mają do dyspozycji dwie sale w pełni przystosowane do ich potrzeb. Małe ławeczki i krzesła, w których mogą wygodnie usiąć, kącik do zabawy, a w nim – miękki, kolorowy dywan i półki pełne zabawek, z których każdy maluch może korzystać.

- Dzieci czują się tu naprawdę dobrze. Sama jestem zaskoczona, że tak szybko zaaklimatyzowały się w nowym miejscu. Na pewno duże znaczenie ma fakt, że chodziły wcześniej do przedszkola – tłumaczy Elżbieta Zgoła, dyrektor Zespołu Szkół nr 7 w Gdyni. – W salach przygotowalismy dla nich specjalne szafki, dzięki którym nie muszą dźwigać do domu książek. W tornistrze będą więc nosić przede wszystkim piórnik, śniadanie i ewentualnie jakieś przybory potrzebne na zajęciach.

I Warszawa – „Lekcje dla sześciolatków na szkolnym korytarzu”:

W Szkole Podstawowej nr 277 przy ul. Suwalskiej od września ruszyło pięć zerówek. Ale rozpoczęcie roku szkolnego dla części rodziców było szokiem.

– Okazało się, że dla części uczniów nie było miejsca i zabrakło jednej sali lekcyjnej. Dzieci trafiły na korytarz, tam wystawiono im ławki i krzesełka – opowiada mama sześciolatki, która właśnie rozpoczęła naukę. – To skandal! Dyrekcja zapewniała nas, że dla wszystkich maluchów znajdzie się miejsce i szkoła będzie w pełni gotowa na ich przyjęcie.

Według relacji rodziców, pierwsze dni w szkole wyglądały fatalnie: hałas, ciągle ktoś się kręcił, dzieci biegały po całym korytarzu, a nauczycielka nie była w stanie zapanować nad bałaganem.

– Mimo to pani dyrektor stwierdziła, że nie widzi problemu i korytarz nie będzie dzieciom w nauce przeszkadzać – opowiadają rodzice. Izabela Świerczyńska, wicedyrektor SP nr 277, nie rozumie, w czym kłopot. – Ta część korytarza zostanie oddzielona ścianą i powstanie osobna klasa. Od razu powiadomiliśmy o tym rodziców. Ale ci nie wysłuchali, nie obejrzeli – mówi wzburzona.

Jednak już wczoraj, po interwencji dzielnicowych urzędników powiadomionych przez rodziców, maluchy z zerowej klasy e, które miały uczyć się na korytarzu, zostały tymczasowo przeniesione do świetlicy. – Na razie tu będą mieć zajęcia – informuje dyr. Świerczyńska.


Wywiad z min. Hall

W dzisiejszym dzienniku „Polska” znajduje się wywiad z minister Katarzyną Hall, w którym możemy przeczytać między innymi:

Dzieci uczą się w przedszkolu bardzo wielu ważnych, często dla nich nowych rzeczy. Najważniejsze to umiejętność współpracy, funkcjonowania w grupie, duża motoryka. Samo natomiast pisanie ma sens wtedy, kiedy te inne umiejętności już są wykształcone. Kłopoty szkolne brały się dotychczas raczej właśnie ze zbyt wczesnego – bez odpowiedniego przygotowania – sadzania dzieci w ławkach szkolnych.

(…)

Jakkolwiek jest to czasem trudne, system edukacji musi być zmieniany. Wszystkie kraje stale prowadzą reformy edukacji, to nie jest fanaberia tego czy innego ministra. Świat się zmienia, edukacja musi za tym nadążać, także za zmianami w wiedzy pedagogicznej. Nowe programy, o których teraz rozmawiamy, są na niej oparte. Nauczanie zaczyna się w nich od tak zwanej dużej motoryki, by potem dojść do małej, czyli poprzez ruch, zabawę przechodzi się między innymi do nauki pisania.

Pełen tekst wywiadu: „Edukacja dzieci musi nadążać za zmianami świata”.


Artykuł na temat przygotowania szkół do reformy w Krakowie – „Szkoło, z czym do sześciolatka?”:

Gdyby 55 krakowskich podstawówek, w których rozpoczynają naukę sześciolatki, połączyć w jedną, powstałaby szkoła prawie na miarę reformy. Jedne mają małe mebelki, ale nie mają dywaników, inne mają dywaniki, za to mebelków brak. Żadna nie stworzyła dla maluchów wspólnej klasy.

Zgodnie z reformą uczniowie klas I-III mają mieć w szkole zorganizowane kąciki zabaw, a przed szkołą plac zabaw. Ponieważ resort edukacji na zmiany nie dał do tej pory samorządom ani złotówki, szkoły robiły zakupy za to co miały. A miały niewiele. To dlatego w SP nr 4 w najmłodszych klasach są dywaniki (nauczyciele zdobyli wykładzinę za 120 zł i obszyli, żeby była ładniejsza), ale nie ma jeszcze tzw. zabawek (MEN wymaga kolorowych piłek, klocków, a nawet zestawów do pokonywania wysokości i torów przeszkód). W SP nr 114 są małe mebelki, stoliczki i szafeczki, za to brak dywaników i wydzielonych na kąciki miejsc. W miarę wyposażone kąciki (jeden za 4 tys. zł), jednak bez fajerwerków w postaci torów przeszkód, ma podstawówka nr 55. Ma też specjalną salkę do ćwiczeń dla maluchów, ale placu zabaw brak.

W Krakowie własny kawałek ziemi z drabinkami ma tylko 10 szkół (na 97 podstawówek). Reszta stoi w kolejce po sprzęt, który MEN obiecał w ramach programu „Radosna szkoła”.

(…)

Dyrektorzy krakowskich szkół, do których zapisano sześciolatki, nie kryją podejrzeń, że bez względu na reformę te dzieci i tak by do nich trafiły. Co roku bowiem część rodziców sama podejmuje decyzję, by ich pociechy szybciej zaczęły naukę. Dyrektorzy pewnie mają rację. Trudno bowiem uwierzyć, że to przystosowanie krakowskich podstawówek do reformy nakłoniło garstkę rodziców, by posłali dzieci rok wcześniej do szkoły.


Wbrew wcześniejszym obietnicom warszawskiego Biura Edukacji, rodzice widzą spore różnice między szkolnymi zerówkami, a klasami pierwszymi. Polecamy artykuł „Życia Warszawy” „Sześciolatki w ławkach”:

– Zapisałam moją sześcioletnią córkę do pierwszej klasy razem z siedmiolatkami i pewna jestem: zabawa się skończyła – mówi Katarzyna Klimczak. – Sala, w której będzie uczyła się Ala, zupełnie nie przypomina tej w przedszkolu. Ławki ustawione są w rzędach, nie zauważyłam też, by było w niej miejsce na relaks – tłumaczy mama.

Szkoła Podstawowa nr 272 przy ul. Piaseczyńskiej nie jest wyjątkiem. W tradycyjnych ławkach będą siedziały też sześciolatki, które będą uczyły się w pierwszej klasie w SP nr 12 przy ul. Górnośląskiej.

Rodzice muszą liczyć się również z tym, że po zajęciach dzieci trafią do świetlicy wraz z uczniami ze starszych klas. W tym samym czasie sześciolatki uczące się po drugiej stronie korytarza, tyle że w zerówce, zostaną w swojej sali, z kolegami z rocznika, pod opieką wychowawcy.Takie rozwiązanie chce wprowadzić również Szkoła Podstawowa nr 289 przy ul. Broniewskiego, która również będzie miała sześciolatki i w oddziałach przedszkolnych, i w pierwszych klasach.

– Dzieci, które będą uczyły się z siedmiolatkami, będą tworzyły z nimi grupę. Nierozsądne byłoby dzielenie ich po lekcjach – mówi Małgorzata Staniszewska, dyrektor szkoły przy ul. Broniewskiego.


Reformowanie reformy

Polecamy Państwu przeczytanie tekstu Ireneusza Wywiała, zastępcy redaktora naczelnego „Wiadomości Historycznych” oraz nauczyciela licealnego i gimnazjalnego.  Artykuł „Reformowanie reformy edukacji” został opublikowany w „Dzienniku”, poniżej znajdują się obszerne fragmenty tego tekstu:

Oprócz mojego małego jubileuszu, jubileusz obchodzi także reforma oświaty. To już będzie ponad dekada! Rzeczoną reformę wprowadzono pod hasłem: TĄ DROGĄ DO EUROPEJSKIEJ EDUKACJI! INNEJ DROGI NIE MA! Swoją drogą podziwu godny determinizm. Z całą tą naszą kompletną nieumiejętnością prowadzenia poważnej debaty zdecydowano o wprowadzeniu reformy. Tym, którzy ośmielili się mieć jakiekolwiek wątpliwości, przylepiono etykietę : ciemnogród, wróg postępu, wstecznik.

(…)

Nagle po upływie dekady od wprowadzenia reformy okazało się, że system jest niewydolny. Że nie chce działać tak pięknie, jak zakładano. Oczywiście nikt z twórców reformy nie zająknie się o błędach. Błędy mogą popełniać wyłącznie nauczyciele.

Moim zdaniem to co się teraz dzieje, to nic innego jak rozpaczliwa próba ratowania twarzy przez twórców reformy. Rozpaczliwa i pospieszna. Przez co, za parę lat, znowu będziemy reformować reformę. I tak da capo. Otóż nowe założenie jest następujące: ciąg nauczania, tak zwanego akademickiego, ma trwać od pierwszej klasy gimnazjalnej do pierwszej klasy szkoły licealnej. Program nauczania rozbity jest między dwa rodzaje szkół, w których są różne wymagania, różne metody, różne standardy.

Tego nigdzie nie ma. U nas będzie. My Polacy światu pokażemy!

(…)

Przez ostatnie dwa lata do matury licealiści będą się specjalizować. W przypadku takiej na przykład historii jest to żądanie, które ośmielę się nazwać szalonym. Całą historię trzeba przerobić raz jeszcze w ciągu dwóch lat.

A ci, którzy nie będą zdawać historii na maturze? MEN twierdzi, że pełną wiedzę na temat historii starożytnej, na przykład demokracji ateńskiej, uczeń posiądzie w gimnazjum jako dwunastoletnie dziecko. Otóż nie posiądzie. Na tym stopniu rozwoju nie jest jeszcze w stanie myśleć abstrakcyjnie. Po to istnieje szkoła, aby dopiero kształtować w uczniach takie myślenie. Widać, że wśród wybitnych specjalistów akademickich (pozostając w stosunku do nich z całym należnym im szacunkiem) pracujących w zespołach przygotowujących reformę reformy przydałby się jeden psycholog dziecięcy.

(…)

Dlaczego obywatele nie mają się na przykład dowiedzieć, że po reformie reformy liceum przestanie być ogólnokształcące? Ono już nikogo ogólnie nie wykształci. Porozmawiajmy o wadach i zaletach wczesnej specjalizacji. Czy piętnasto-, a później, po przesunięciu o rok momentu rozpoczęcia edukacji, czternastolatek jest w stanie rozeznać się dokładnie w swoich wyborach życiowych? Moim zdaniem – nie.

(…)

To już jest problem w skali państwa. To pole do poważnej debaty. Lista szkolnych lektur jest tylko logiczną pochodną wielkiej całości. Inną jeszcze sprawą jest problem społeczeństwa obywatelskiego. Narzekamy, że go nie ma. Jaka więc powinna być rola szkoły w tym zakresie? Czy w ogóle szkoła ma tu do odegrania jakąś rolę? Przecież proponowany system zajęć fakultatywnych w 2 i 3 klasie liceum rozbija system klasowy i sprowadza dotychczasowe formy szkolnego wychowania do zera. Co w zamian? Nic.

Reforma edukacji to de facto poważna reforma państwa. To nie wyścig na sto metrów, który trzeba ukończyć jak najszybciej. To coś, co określi naszą przyszłość i to być może na bez mała wiek. Więc wszyscy powinniśmy brać udział w debacie na ten temat. Prawdziwej debacie, a nie jej namiastce. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – pisał Piotr Skarga. Komentarza nie będzie. Każdy z nas powinien mieć swój własny.


« wstecz - dalej »