Polecamy Państwu przeczytanie tekstu Ireneusza Wywiała, zastępcy redaktora naczelnego „Wiadomości Historycznych” oraz nauczyciela licealnego i gimnazjalnego. Artykuł „Reformowanie reformy edukacji” został opublikowany w „Dzienniku”, poniżej znajdują się obszerne fragmenty tego tekstu:
Oprócz mojego małego jubileuszu, jubileusz obchodzi także reforma oświaty. To już będzie ponad dekada! Rzeczoną reformę wprowadzono pod hasłem: TĄ DROGĄ DO EUROPEJSKIEJ EDUKACJI! INNEJ DROGI NIE MA! Swoją drogą podziwu godny determinizm. Z całą tą naszą kompletną nieumiejętnością prowadzenia poważnej debaty zdecydowano o wprowadzeniu reformy. Tym, którzy ośmielili się mieć jakiekolwiek wątpliwości, przylepiono etykietę : ciemnogród, wróg postępu, wstecznik.
(…)
Nagle po upływie dekady od wprowadzenia reformy okazało się, że system jest niewydolny. Że nie chce działać tak pięknie, jak zakładano. Oczywiście nikt z twórców reformy nie zająknie się o błędach. Błędy mogą popełniać wyłącznie nauczyciele.
Moim zdaniem to co się teraz dzieje, to nic innego jak rozpaczliwa próba ratowania twarzy przez twórców reformy. Rozpaczliwa i pospieszna. Przez co, za parę lat, znowu będziemy reformować reformę. I tak da capo. Otóż nowe założenie jest następujące: ciąg nauczania, tak zwanego akademickiego, ma trwać od pierwszej klasy gimnazjalnej do pierwszej klasy szkoły licealnej. Program nauczania rozbity jest między dwa rodzaje szkół, w których są różne wymagania, różne metody, różne standardy.
Tego nigdzie nie ma. U nas będzie. My Polacy światu pokażemy!
(…)
Przez ostatnie dwa lata do matury licealiści będą się specjalizować. W przypadku takiej na przykład historii jest to żądanie, które ośmielę się nazwać szalonym. Całą historię trzeba przerobić raz jeszcze w ciągu dwóch lat.
A ci, którzy nie będą zdawać historii na maturze? MEN twierdzi, że pełną wiedzę na temat historii starożytnej, na przykład demokracji ateńskiej, uczeń posiądzie w gimnazjum jako dwunastoletnie dziecko. Otóż nie posiądzie. Na tym stopniu rozwoju nie jest jeszcze w stanie myśleć abstrakcyjnie. Po to istnieje szkoła, aby dopiero kształtować w uczniach takie myślenie. Widać, że wśród wybitnych specjalistów akademickich (pozostając w stosunku do nich z całym należnym im szacunkiem) pracujących w zespołach przygotowujących reformę reformy przydałby się jeden psycholog dziecięcy.
(…)
Dlaczego obywatele nie mają się na przykład dowiedzieć, że po reformie reformy liceum przestanie być ogólnokształcące? Ono już nikogo ogólnie nie wykształci. Porozmawiajmy o wadach i zaletach wczesnej specjalizacji. Czy piętnasto-, a później, po przesunięciu o rok momentu rozpoczęcia edukacji, czternastolatek jest w stanie rozeznać się dokładnie w swoich wyborach życiowych? Moim zdaniem – nie.
(…)
To już jest problem w skali państwa. To pole do poważnej debaty. Lista szkolnych lektur jest tylko logiczną pochodną wielkiej całości. Inną jeszcze sprawą jest problem społeczeństwa obywatelskiego. Narzekamy, że go nie ma. Jaka więc powinna być rola szkoły w tym zakresie? Czy w ogóle szkoła ma tu do odegrania jakąś rolę? Przecież proponowany system zajęć fakultatywnych w 2 i 3 klasie liceum rozbija system klasowy i sprowadza dotychczasowe formy szkolnego wychowania do zera. Co w zamian? Nic.
Reforma edukacji to de facto poważna reforma państwa. To nie wyścig na sto metrów, który trzeba ukończyć jak najszybciej. To coś, co określi naszą przyszłość i to być może na bez mała wiek. Więc wszyscy powinniśmy brać udział w debacie na ten temat. Prawdziwej debacie, a nie jej namiastce. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – pisał Piotr Skarga. Komentarza nie będzie. Każdy z nas powinien mieć swój własny.