Wiadomości
Komentarze
Forum

Kto winien? Rodzice

Urzędnicy i MEN nie poczuwają się do odpowiedzialności za tak nikły procent 6-latków zapisanych przez rodziców do klas 1. Natomiast rzecznik MEN winę za taki stan rzeczy upatruje w… wygodnictwie i egoizmie rodziców:

Urzędnicy zachowują jednak spokój i tłumaczą: to nie nasza wina, że rodzice nie wysłali dzieci do szkół. Rzecznik resortu edukacji Grzegorz Żurawski ostro stwierdził, że miejsce sześciolatka przygotowanego do nauki czytania i pisania jest w szkole. – Nie ma potrzeby rozszerzania czy robienia jakichś programów z gwiazdką tylko dla grupy dzieci, które tak naprawdę są gotowe do pójścia do pierwszej klasy – przekonuje. – Problem w tym, że rodzice nie chcą posyłać sześciolatków do pierwszej klasy nie dlatego, że nie są one gotowe, ale z obawy o ich bezpieczeństwo i dla własnej wygody – dodaje rzecznik MEN. – Czy dla nich ważne jest to, żeby dziecko mogli odbierać o późniejszej godzinie, czy dobro dziecka i jego edukacyjna szansa? – pyta Grzegorz Żurawski.

Więcej na portalu interia.pl – „6-latki tracą, zostając rok dłużej w przedszkolu”.

Brak powiązanych artykułów.

8 komentarzy do “Kto winien? Rodzice”

  1. 29 maj 2009, 10:39:42mamadziewczynki

    „(…)Czy dla nich ważne jest to, żeby dziecko mogli odbierać o późniejszej godzinie, czy dobro dziecka i jego edukacyjna szansa? – pyta Grzegorz Żurawski.”
    Myślę, ze dla rodziców ważne są te dwie kwestie.

    Wiadomo było, że MEN-owska propaganda sukcesu nie pozwoli na przyznanie się do błędu.

  2. 29 maj 2009, 10:59:11Beata L.

    Jakoś nie obawiam się utraty przez córkę jej „edukacyjnej szansy” pomimo, że rozpocznie ona naukę w I klasie mając 7 lat :)
    Wszyscy członkowie jej rodziny rozpoczynali naukę w tak „późnym” wieku i jakoś nie przeszkodziło to zdecydowanej większości z nich w zdobyciu niezłego wykształcenia (wyższego, zwykle w trybie studiów dziennych, stacjonarnych).

    Za to moje „wygodnictwo” winno być przedmiotem najwyższej troski władz Państwa. Jako matka i zarazem kobieta pracująca zawodowo wymagam poszanowania dla moich potrzeb związanych z koniecznością powiązania tak różnych obowiązków. Niech polityka prorodzinna przestanie wreszcie być wyłącznie wiązanką życzeń rządu wobec obywateli (ródźcie więcej dzieci, by nam na emerytury zarabiały).

    A Panu Żurawskiemu radzę zastanowić się, co pod pojęciem „dobro dziecka” rozumieją polscy rodzice. Czy przypadkiem nie chodzi im o jego bezpieczeństwo, wszechstronny rozwój, dorastanie w przyjaznym środowisku, w placówkach zapewniających wyższy poziom usług wychowawczych i lepiej zorientowanych na pozadydaktyczne potrzeby dzieci (ruch, zabawa)?

  3. 29 maj 2009, 14:19:29anulka

    To doprawdy skandal , żeby w ten sposób podsumować rodziców.Gratuluję tupetu panu rzecznikowi ME.Jakim prawem uważa, mnie za wygodną w momencie gdy pracuję zawodowo wraz z mężem w pełnym wymiarze godzin, wychowujemy dwójkę dzieci które zasilą za 25 lat ZUS i kasę państwa podatkami ale na chwilę obecną niestety nikogo nie interesuje to gdzie „przechowam” swoje młodsze dziecko które nie dostało się do przedszkola bo zablokowała je pani minister ???? Co mam zrobić – zwolnić się „dla wygody” z pracy i zająć się dzieckiem???? Nawet nie zasłużę sobie wówczas na zasiłek dla bezrobotnych? Czy może „dla wygody” po prostu wysłać dziecko panu rzecznikowi na przechowanie na 3 lata do czasu aż nie pytając mnie o zdanie on wyśle je do szkoły???Ludzie zróbmy coś, bo nas wykończą!!!Podpisuję się pod tym co pisze Beata L w 100%.

  4. 29 maj 2009, 15:46:16kasia2

    Po wypowiedzi rzecznika prasowego największej „sekty” w Polsce (wszak to Pani Minister stale nawołuje do wiary w samorządy, ja, na przykład, wierzę w Boga) czekam już tylko na ustawę odbierającą rodzicom ich własne dzieci, najlepiej od razu po porodzie. Jak to dobrze, że MEN wie co uszczęśliwi nasze dzieci i co jest dla nich dobre, bo my rodzice – egoiści, myślący wyłącznie o swojej wygodzie, stoimy na drodze do ich świetlanej przyszłości… Panie Nie-do-rzeczniku MEN, rozumiem frustrację MEN w obliczu KATASTROFY reformy, którą powszechnie odtrąbiły wszystkie dzienniki i portale internetowe, ale przekracza Pan granice śmieszności… A tak na marginesie, trochę się p. Żurawski zapomniał i niechcący powiedział jak to naprawdę jest z tym przygotowaniem szkół: „Problem w tym, że rodzice nie chcą posyłać sześciolatków do pierwszej klasy nie dlatego, że nie są one gotowe, ale z obawy o ich BEZPIECZEŃSTWO (…)”. Bardzo słuszna diagnoza!!!

  5. 29 maj 2009, 15:50:36wkurzonyRodzic

    Zaczyna się od strofowania, a skończy się na przymusowej reedukacji. PO to zwykła postbolszewia.

  6. 29 maj 2009, 16:41:41Rumburak

    -> do Kasi2

    Ustawa o odbieraniu dzieci rodzicom niestety jest już w przygotowaniu.
    Chodzi o ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Projekt przewiduje możliwość odbierania rodzicom dzieci bez wyroku sądu, jeśli pracownik socjalny uzna, że dziecko jest zagrożone.

    Znam z mojego otoczenia przypadek, kiedy rodzice mieli wytoczony proces o odebranie praw rodzicielskich, a potem się okazało, że po prostu dziecko było chore. Oczywiście nikt nie zrobił w porę badań, żeby to stwierdzić. Objaw choroby uznano za dowód znęcania się. Na szczęście proces wygrali. Pod nową ustawą w takim przypadku dziecko (to był chyba dwulatek) będzie miało kilkutygodniową czy kilkumiesięczną przymusową izolację od mamy i taty, zanim sprawa się wyjaśni.

    Dodajmy do tego, że pracownik socjalny w Polsce ma trochę więcej rodzin pod opieką niż w bogatszych krajach i nawet dobrze ich nie zna. Teraz będzie bogiem, który dostanie władzę zrujnowania świata dziecka i jego rodziców jednorazową decyzją.

  7. 29 maj 2009, 20:09:13mamusia

    brak mi słów!

  8. 29 maj 2009, 22:12:09dorota

    Dodam tylko, iż rzecznik MEN – u jak zwykle posługuje się tzw. błędną atrybucją. Dla niego jak i innych pracowników MEN – u gotowość do szkoły wyraża się poprzez gotowość do pisania i czytania. Przepraszam Panie rzeczniku, ale aby dzieci były gotowe do szkoły potrzeba jeszcze kilku innych bardzo ważnych umiejętności. Problem w tym ,że reformatorzy jakoś nie bardzo potrafią o nich mówić. Śmiem twierdzić, iż po prostu nie znają się na temacie o którym mówią.

Skomentuj