Kwestia łazienek
12 paź 2009. Kategoria wpisu: Łódź
Protest rodziców przeciwko obniżeniu wieku szkolnego często był wyśmiewany jako „protest o wysokość sedesów”. Jak te łazienki wyglądają w szkołach w Łodzi można zobaczyć (i przeczytać) w artykule „Szkolne ubikacje: brud i drzwi bez klamek”. Poniżej fragment tego artykułu, polecamy również obejrzenie zdjęć dołączonych do artykułu.
Rodzice najmłodszych uczniów Szkoły Podstawowej nr 1 w Zgierzu byli zszokowani, gdy na początku roku szkolnego zobaczyli toalety, z jakich muszą korzystać ich pociechy. – Udało nam się wreszcie zrobić zdjęcia, bo to naprawdę skandal. Pomijam już brud i smród, ale ośmioletnie dzieci nie mogą nawet zamknąć się w toalecie, bo nie ma klamek ani zamków – mówi rodzic, który nadesłał zdjęcia do redakcji. – Na przerwach radzą sobie w ten sposób, że jedno pilnuje drugiego, ale już podczas lekcji panie dwójki do toalety nie chcą puszczać. Nie ma też papieru toaletowego, nie ma mydła, nie ma ciepłej wody, nie ma ręczników, nie ma suszarek. Umywalki są pourywane. No, dramat – mówi wzburzony rodzic.
Brak powiązanych artykułów.
Nie będę się wypowiadała co do samego stanu technicznego łazienek, bo tu już chyba za wiele powiedzieć nie ma co. Dziwi mnie jednak podejście rodziców. Przecież te łazienki były takie same zanim zapisali do tej placówki swoje dzieci. Skoro są one teraz takim problemem, to dlaczego wtedy nie interweniowali? Przecież te łazienki były takie same w czasie kiedy odbywała się rekrutacja.
W szkole do której posłałam dziecko w zeszłym roku wyremontowano dziewczęce łazienki, dla chłopców miały zostać wyremontowane w tym roku.
W czasie rekrutacji miałam okazje oglądać szkołę, cóż z pewnością wiele wiele rzeczy wymaga remontu. Miałam też okazję zobaczyć jedne i drugie łazienki. Po prostu niebo a ziemia i to nie dlatego, że te dziewczęce są jakieś super. Łazienki dla chłopców to po prostu dramat, wyglądają tak jakby nie było tam remontu od powstania szkoły.
Oczywiście łazienki miały być remontowane w tym roku (taka wiersja była w trakcie rekrutacji), miały ale nie zostały, kiedy będą nie wiadomo, bo sanepid wydał zgodę na kolejne trzy lata.
Nie wiem czy to miało wpływ, ale w każdej klasie pierwszej jest po 6 chłopców na 12 dziewczynek.
Mamodziewczynki, czy potrafisz spojrzeć na problemy nie tylko z punku jednostkowego przypadku a trochę szerzej. Często rodzic nie ma dużego wyboru ze szkołą, a w dużym mieście ten wybór nie jest tak wielki jak się wydaje.
Ponadto uważasz, że to rodzice mają pilnować tego by w szkole było po prostu normalnie.
Zresztą co ponadto, że nie zapisaliby dzieci do tej szkoły, tylko proszę nie pisać o edukacji domowej lub szkole prywatnej bo uznam to za nietakt.
Podstawowy problem to standardy i jeszcze raz standardy, bez minimalnego określenia standardów nic się nie zmieni. Tymczasem nie tylko nikt z MEN nie widzi takiej potrzeby to gorsza wręcz odwrotnie chciałby we wszystkim poluzować.
coś mi to przypomina…
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,7134167,Spoleczny_monitoring_weszy_w_szkole.html
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,7138265,Psychopata__bo_zada__zeby_szkola_porzadna_byla.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1077762
Do Hanna. Standardy o których tutaj mowa, są jak najbardziej a przestrzeganiem wymogów zajmuje się Państwowa Inspekcja Sanitarna. MEN nie jest od tego by ustalał standardy sanitarne dla placówek szkolnych jak również nie jest od tego by kontrolował placówki pod względem obowiązujących standardów (nie posiada w swoich strukturach inspektorów sanitarnych). Może natomiast taką kontrolę zlecić sanepidowi.
Bezpośrednia odpowiedzialność za przestrzeganie standardów spoczywa na Dyrektorze szkoły!
Standardy sanitariatów publicznych (w tym również szkoły) muszą być zgodne z normami UE, a wszystkie tak rażące odstępstwa można zgłaszać do wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych.
Do Jas
Masz rację przestrzeganiem wymogów zajmuje się Sanepid, jednak oni w uzasadnieniu nakazu, czy też zaleceń muszą podać podstawę prawną, a ta jaką zafundował MEN (a raczej podtrzymał) czyli zapis dotyczący bezpiecznych i higienicznych warunków w szkole, jest hasłem nieprecyzyjnym i w zasadzie nie ma żadnej obowiązującej interpretacji tego zapisu.
Nigdy nie wymagałam od MEN aby chodził i kontrolował szkoły, jednak to właśnie MEN ma możliwość wyegzekwowania standardów poprzez:
1. wyznaczenie standardów i zapisanie ich w aktach prawnych
2. wyznaczenie prawnych konsekwencji nieprzestrzegania tych standardów
Przykład.
W dużym mieście w przedszkolu sprywatyzowanym, stworzono dodatkową grupę. Jedne z pomieszczeń przeznaczono na salę, sala miała powierzchnię 17 m2, a dzieci w grupie 15.
W międzyczasie dzieci przybyło do liczby 17, rachunek jest łatwy 1 metr kwadratowy.
Dla Dyrekcji, dla Wydziału Edukacji, a nawet dla wiceprezydent tego dużego miasta nie było nic w tym dziwnego. Tłumaczenie proste, przecież dzieci nie będą tam cały czas, będą chodzić na salę od rytmiki, do innych grup itp.
Sanepid nakazal zmianę, ale dopiero ciągłe monitorowanie tej sprawy spowodowało, że dzieci na stałe przeniesiono na sale od rytmiki. Ile to trwało? Ponad 4 miesiące. Dopiero w styczniu dzieci przeniesiono.
Czy ktoś poniósł konsekwencje decyzji umieszczenie dzieci w takich warunkach? NIE
Czy ktoś wyciągną wnioski na przyszłość? WĄTPIĘ
Sanepid jasno mówił „My możemy tylko prosić, nie mamy żadnych narzędzi prawnych które zmuszą to wykonania naszych zaleceń”