Wiadomości
Komentarze
Forum

Artykuł pana Piotra Kowalczuka zamieszczony w ogólnopolskim dwutygodniku adresowanym do pracowników oświaty i wychowania „Przegląd Oświatowy” nr 6/2008, 15 marca 2008 r.


Wiosna zbliża się szybkimi krokami. Niektórzy już ją czują. Tegoroczna może okazać się przełomowa dla systemu kształcenia w Polsce. Jak zapowiada minister Hall: „Na wiosnę 2008 ogłaszamy rok szkolny 2008/2009 Rokiem Przedszkolaka i zachęcamy zarówno rodziców, jak i samorządy oraz organizacje pozarządowe do zapewniania dzieciom edukacji przedszkolnej”. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.

Sześciolatki na start

Na stronach ministerialnych pojawił się list, w którym pani minister prosi, by powstrzymać się z krytyką nowych podstaw programowych do czasu, gdy pojawią się pierwsze efekty prac zespołów eksperckich. Rzecz słuszna, bo nad czym kopię kruszyć, jak nic nie ma. Można jednak odnieść się do tego, co podczas konferencji 21 lutego br. w Ministerstwie Edukacji Narodowej powiedziano. W blasku fleszy ogłoszono Rok Przedszkolaka. Zgodnie z zapowiedziami MEN ma być czasem na: „Budowanie wśród rodziców, nauczycieli oraz samorządów lokalnych i organizacji obywatelskich przekonania o znaczeniu upowszechnienia edukacji przedszkolnej ma doprowadzić do tego, że w ciągu najbliższych lat przestaniemy mieć ostatnie miejsce w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o wskaźnik upowszechnienia edukacji przedszkolnej”. Za wypowiedzią poszły stosowne wykresy, które obejrzeć można na stronach MEN. Z jednego wynika, że jesteśmy na szarym końcu w Europie, z drugiego, iż ponad 500 gmin przedszkoli nie posiada. Samo budzenie świadomości może tu nie wystarczyć. Co więcej, odnoszę wrażenie, że rodzice są jak najbardziej przekonani o słuszności tego, do czego przekonywani być mają. Można to szeroko obserwować na portalach społecznościowych www.szesciolatki.tox.pl czy www.prawarodzicow.pl. To właśnie tam rodzice zwracają uwagę na to, że oczekują lepszej jakości edukacji swoich dzieci i to w dobrych warunkach. Warto się nad tym zastanowić. Protesty te ukazują w pełni, jakie oczekiwania wobec tzw. „systemu” mają rodzice i są swoistą diagnozą obecnego stanu sytuacji nauczania przedszkolnego i wczesnoszkolnego. Artykułując swoje obawy, rodzice pokazują nam także, jak zmieniło się podejście do tego, co państwowo „ofiarowane” i do tego, co można „wydobyć”, współdziałając dla dobra ucznia.

„Szkoła przyjaźnie wymagająca”

Priorytety przedstawione podczas konferencji są jasne: jakość w edukacji, spójność społeczna, efektywność finansowania i otwartość na świat. Wyraźny problem rysuje się w zakresie pierwszym i trzecim. Zauważony i zdefiniowany został najważniejszy edukacyjnie okres w życiu dziecka do lat 8, czyli polskiego przedszkolaka i ucznia etapu zintegrowanego. W końcu uznano iż musi on uzyskać najlepszą ofertę, od najlepszych nauczycieli. Specjaliści w zakresie wczesnej edukacji, rozumiejący realia współczesnego świata dzieci, są zatem na wagę złota. Aby mogli tę ofertę zaoferować, trzeba zainwestować w grupę otwartych na zmiany nauczycieli i kandydatów do zawodu. Jakość w edukacji zaczyna się w tej grupie. To łączy się z efektywnością finansowania. Nauczyciele dobrze wykształceni, świetni praktycznie, muszą widzieć to na odcinkach swoich pensji. Nie wolno o tym zapominać. Poza pensjami pozostaje jeszcze cała infrastruktura dostosowana dla wkraczających do szkół sześciolatków. Na dzisiaj, mówiąc delikatnie, trzeba sporo zainwestować w placówki edukacyjne.

W obu przypadkach warto posłuchać rodziców. Mogą się oni stać w tym zakresie sprzymierzeńcami szkoły. Nawet jeśli początkowo wydaje się nam, że tylko mnożą wymagania. Robią to w imię jakości edukacji, a mogą również to czynić w imię poprawy stanu portfela tę jakość oferujących nauczycieli. Uważam, że niewysłuchanie dziś rodziców odbije się kolejnymi latami odczuwania, iż nie mają wpływu na to, co się dzieje, więc nie warto się angażować. A tego nie rozwiążą kolejne ustawy obligujące rodziców do pracy i działania w obowiązkowych radach rodziców. Partnerstwo edukacyjne pilnie poszukiwane. Promocyjny Rok Przedszkolaka czas zacząć. Oby nie skończyło się na kilku filmach reklamowych i tekstach sponsorowanych. Reklama „dobrej marki” – tu jakości i niezbędności wczesnej edukacji – to przecież proces długotrwały. Dobrą pracę wykonali już rodzice. Dla nich ten rok zaczął się „Przedwiośniem Przedszkolaka”, gdy zainicjowali szeroką dyskusję, walcząc o jakość edukacji i mierząc się z urzędnikami w Poznaniu, Warszawie, Gdańsku…

Piotr Kowalczuk

Asystent w Zakładzie Wczesnej Edukacji Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, dziennikarz oświatowy

Skomentuj