Wiadomości
Komentarze
Forum

Nowe Forum Rodziców

Z przyjemnością zawiadamiamy, że Forum Rodziców będzie nadal funkcjonować!
Serwis trafił w nowe ręce. „Rodzice założyciele Forum” przekazali go redakcji serwisu dla eko-rodziców Dziecisawazne.pl

W najbliższym czasie Forum Rodziców przejdzie gruntowny remont – nowy layout, nowe funkcjonalności, nowe formy komunikacji między rodzicami. Jego formuła zostanie rozszerzona, jednak pierwotny profil strony, którą określa hasło „głos rodziców w sprawie edukacji” zostanie utrzymana.
Mamy (nowa redakcja serwisu) wielką nadzieję, że wartość jaką udało się uzyskać poprzednim właścicielom serwisu zostanie potwierdzona oraz że społeczność zgromadzona wokół strony odżyje i będzie nas wspierać swoim głosem.

Wszystkich, którzy chcieliby włączyć się w prowadzenie serwisu serdecznie zapraszamy. Tymczasowy mail do redakcji to redakcja@dziecisawazne.pl

Zapraszamy zatem do naszego Forum :)

Brak powiązanych artykułów.

3 komentarze do “Nowe Forum Rodziców”

  1. 21 wrz 2010, 13:02:03pola

    Wyścig szczurków???
    Witam. Jestem mamą dwójki maluchów w wieku przedszkolnym, dlatego zainteresowałam się proponowanymi przez rząd zmianami w oświacie. Po lekturze wielu artykułów prasowych oraz na podstawie informacji przekazywanych przez ministerstwo, dochodzę do takich wniosków:
    Ministerstwo Edukacji serwuje nam kolejną pseudoreformę zmuszając rodziców do tego, żeby posyłali do szkoły sześciolatki. Tak, zmusza, bo szantażuje rodziców informacją, że w przedszkolu dziecko nauczy się mniej i tak sprytnie konstruuje program nauczania, żeby dopiero w pierwszej klasie dziecko uczyło się czytać i pisać!!! W przedszkolu mojego pięcioletniego dziecka dowiedziałam się, że pani nie będzie uczyć dzieci literek, bo…. bo maluchy będą się nudziły w pierwszej klasie!!!! Zamiast zmienić program nauczania w przedszkolu, zmienia się dzieciom budynek, otoczenie, często kolegów, panie, z którymi są zżyte. Owszem, wielu sześciolatków poradzi sobie z nauką w szkole, dostosuje się do innego trybu życia, ale nie dojrzałość mam na myśli – bardziej martwią mnie sprawy związane z opieką: w przedszkolu są dwie panie i woźne, które razem zajmują się dziećmi. W szkole jest jedna pani (i tylko na 4-5 godzin). Jak ta jedna pani poradzi sobie z grupą ok. dwudziestukilku rozbrykanych dzieciaków? Jak je wyprowadzi na spacer??? Kolejny problem: dziecko rodziców pracujących w systemie ośmiogodzinnym musi spędzić w szkole ok. dziewięciu godzin dziennie – nie może się uczyć przez cały czas… kółka zainteresowań? Owszem, ale ile ich dziennie? Szkoły na to stać? Dziecko musi się bawić: czy szkoły kupią zestawy zabawek, gier, sprzętu sportowego dla maluchów? A place zabaw? Te przy szkołach są z reguły w fatalnym stanie, a urządzenie najprostszego to wydatek rzędu kilkunastu tys. zł. Przedszkola takie place (a w większości nawet ogrody) zabaw mają! Kto dopilnuje, żeby szkoły miały pieniądze na wyposażenie klas, jadalni, łazienek… to wszystko musi być przecież dostosowane do wzrostu przeciętnego sześciolatka. A jedzenie? Kto sprawdzi, czy zjadł, umył ręce przed jedzeniem, a potem zęby? Szkoły będą się tego dopiero uczyć… testować, szukać w trakcie pieniędzy na sprzęty. Nikt w szkole nie zatrudni dwóch wychowawczyń, a o działalności większości świetlic szkolnych nawet nie ma sensu pisać. Jako rodzic nigdy nie zgodzę się na to, żeby moje dziecko wegetowało na świetlicy do godz. 17… Wystarczy przecież pomyśleć, wyciągnąć wnioski z błędów jakie zrobiono tworząc gimnazja… Czy nie lepiej zaiwestować w przedszkola, które UMIEJĄ I MAJĄ WARUNKI DO TEGO, żeby pracować z dziećmi sześcioletnimi? Nie lepiej kupić im książki, nowe sprzęty, utworzyć nowe miejsca (nawet dla dwulatków), przeszkolić nauczycieli. Owszem, w wielu krajach do szkół chodzą dzieci nawet pięcioletnie… tylko, że te szkoły są tak wyposażone i działają tak, jak nasze przedszkola! Czy ktoś pomyślał, co rodzice sześciolatka mają zrobić z dzieckiem w czasie ferii, wakacji, przerw świątecznych? Zatrudnić nianię? I jeszcze to, przepraszam durnowate hasło” Sześciolatku nie trać roku”… równie dobrze można głosić: „Pięciolatku nie trać dwóch lat”, „Czterolatku nie trać trzech!”. Absurdalne. Jest takie powiedzenie: „Lepsze jest wrogiem dobrego”. Pasuje do tej, pożal się Boże, reformy jak ulał. Zmiana budynku, do którego chodzą dzieci nie jest żadną reformą… jest próbą szukania oszczędności, szkoda tylko, że najwięcej za to zapłacą dzieci. Bo tak naprawdę w tej „reformie” chodzi o to, żeby coraz młodsi płacili podatki i składki emerytalne…
    Jeszcze jedno: przecież, jeśli do pierwszej klasy pójdą w tym samym roku dwa roczniki, to potem dwa razy więcej dzieci będzie się starać o miejsca w dobrych gimnazjach, liceach, na studiach i w efekcie o pracę… współczuję im serdecznie.
    Podsumowując: ogromnym błędem zarówno wychowawczym jak i edukacyjnym było przeniesienie uczniów z ostatnich klas szkoły podstawowej do gimnazjów… skupiono się na budynkach i infrastrukturze, zbagatelizowano jakość programów nauczania i podręczników… zapomniano o wychowaniu przede wszytkim. Teraz robi się to samo z najmłodszymi … a niech się sami wychowują i od najmłodszych lat przygotowują do walki o przetrwanie (to nawiązanie do tematu mojego listu).
    Jeszcze jedna sprawa. Przeczytałam kilka tygodni temu informację (sprawdzona!), że dyrektorzy szkół, którym udało się utworzyć klasy dla sześciolatków, otrzymują od kuratorium nagrody pieniężne (ok. 4 tys. zł). Pozostawię to bez komentarza…

  2. 21 wrz 2010, 15:35:46Frydzia

    Witam,
    Zgadzam sie ze wszystkim co napisała Pola, to smutne hasło „Sześciolatku nie trać /tylko/ roku” powinno mieć kontynuację ” strać kolejnych kilka lat i zyskaj uprzedzenie do szkoły” . J
    Jestem mamą 6-letniej Amelki (kwiecien 2004), 3 dni temu na spacerze spotkaliśmy koleżankę córki starszą od niej o 4 m-ce (grudzień 2003), ale już siedmiolatkę. Dziewczynka poszła do zerówki w zeszłym roku, ale po 3 tygodniach została przeniesiona do 1 klasy (bo się nudziła). W związku z tym obecnie chodzi do 2 klasy. Za pierwszym otwarciem buzi poskarżyła sie, ze dostala 1 z religii bo nie umiała 10-u Przykazań (rozumiem,że podobnej „objętości” wiedzę musi przyswajać z innych przedmiotów).

    Mimo, iż Amelka zna literki, próbuje pisać i czytać to nie wyobrażam sobie, że musiałaby teraz zacząć sie uczyć na poważnie. Po prostu nie jest na to gotowa. Pani pedagog też proponowała przeniesienie dzieka do 1 klasy,odmówiłam bo jaką mam pewność, że dziecko które dzis radzi sobie świetnie, za rok poradzi sobie równie świetnie np. z matematyką?

    Przeraziłam się, bo mam jeszcze 2 synków (29 grudzień 2006 i 8 grudzień 2008), którzy zgodnie z nowym obowiązkiem szkolnym znajdą sie w podobnej sytuacji jak koleżanka córki. Chcę żeby moje dzieci były psychicznie gotowe do podjęcia ciężaru nauki i nowych obowiązków, zeby odpowiednio dorosły do swojej nowej roli ucznia. Może sobie poradzą, a co jeśli nie? Czy mogę coś zrobić, aby opóźnić ich edukację? Co myślą inne mamy grudniowych dzieci?

  3. 25 lis 2010, 14:28:42ala 28

    Witam też się z tym zgadzam,że za wcześnie jest dla tych dzieci taka nauka .Nie kazde dziecko nadaje się w tym wieku do pierwszej klasy.Ja mam natomiast inny problem.Mamy w szkole jedno dziecko ,którego rodzice nauczycielce i dyrektorowi dyktuja jak się maja zachowywać wobec niego.Przez jedno dziecko nasze dzieci a jest ich 26 nie mogą wychodic na spacery.Szykanuje nasze dzieci.Rodzice i babcia mówią dziecku z kim sie warto bawic ,a z kim nie.Kto jest biedny ,a kto ,bogaty.Przeciez takie dziecko nie powinno się tak zachowywać,ale to jest wynik wychowania.Poradzcie coś.

Skomentuj