Wiadomości
Komentarze
Forum

Dwa lata temu władze miasta Gdańsk planowały prywatyzacje 15 przedszkoli. Radni miasta postawili warunki między: wniosek Dyrektora, zgoda 51% pracowników oraz zgoda rodziców.

Do rodziców wysłano pismo podpisane przez wiceprezydent p. Kamińską. Każdy rodzic prywatyzowanego przedszkola mógł w nim przeczytać:

Władze miasta Gdańska zgodnie z Uchwałą Nr XXV/794/04 Rady Miasta Gdańsk z dnia 24 czerwca 2004 r. w sprawie wprowadzenia Regulaminu zasad i kryteriów przekazywania nieruchomości oświatowym z zasobów Miasta Gdańsk, użyczą wyposażenia niezbędnego prowadzenia przedszkola”. Jednocześnie dyrektor przedszkola zobowiązany jest do pozyskania pracowników z obecnego grona kadry oraz pozostawienie opłat uiszczonych przez Rodziców dzieci za korzystanie z jego usług na dotychczasowym poziomie.

Władze Miasta Gdańsk mając na uwadze dotychczasowe doświadczenie z przedszkolami usamodzielnionymi w latach ubiegłych, wyrażają przekonanie, że w przekształconych placówkach oferta edukacyjna będzie bogatsza, zarządzanie sprawniejsze, natomiast ceny pozostaną na tym samym poziomie.

Z pismem zapoznać się można tutaj.

Całą sprawą zajęli się radni i w lutym, na Komisji Edukacji intensywnie wypytywali urzędników o planowaną prywatyzacje, w zapisie z tego posiedzenia można przeczytać:

Regina Białousów – Dyrektor Wydziału Edukacji UM „Proszę państwa, jest to powtórka z ubiegłego roku, kiedy też występowaliśmy o usamodzielnienie 10 przedszkoli w Gdańsku. […] Przede wszystkim podstawą byłoby to, że opłaty dla rodziców nie rosną, jak również to, że w miarę możliwości większość pracowników, która wyrazi zgodę zostałaby przyjęta do pracy w tym przedszkolu.”

[…]

Patrycja Mlejnek-Gałęza – Wiceprzewodnicząca Komisji „Czesne w pierwszym roku nie wzrośnie, a co z drugim i trzecim?”

Regina Białousów – Dyrektor Wydziału Edukacji UM „Jest powiedziane wyraźnie, na okres tej umowy użyczenia opłaty mogą wzrastać tylko o ten wskaźnik ujęty czyli dokładnie w takim samym tempie jak w mieście„.

Wszystko jasne, klarowne, przejrzyste. Dyrektorzy, pracownicy, rodzice, a przede wszystkim radni podjęli decyzje i sprywatyzowano 8 gdańskich przedszkoli.

I podstawowe pytanie czy udzielone deklaracje zostały dotrzymane?

Poniżej zestawienie opłat w jednym z sprywatyzowanych przedszkoli:

Rok: 2007/2008 Rok: 2008/2009 Rok: 2009/2010
Typ przedszkola: publiczne sprywatyzowane sprywatyzowane
Opłaty 214zł czesne + obowiązkowe zajęcia 74 zł 380 zł czesne 400zł czesne
Wyżywienie: 100 zł 120 zł 140 zł
Opłat razem: 388 zł 500 zł 540 zł

Faktem jest, że w roku prywatyzacji, rodzic w ramach czesnego otrzymał dodatkowe zajęcia. Jednak ich liczba, w żaden sposób nie uzasadnia podwyżki. Dodatkowo to nie rodzic decydował o wyborze zajęć dodatkowych.

Zbliża się kolejny rok, pomimo zakończonej rekrutacji, wysokość kolejnej podwyżki w przykładowym przedszkolu nie jest jeszcze znana. Rodzic dowie się o niej niewątpliwie przy okazji podpisywania kolejnej umowy.

Podanie przykładowego przedszkola nie oznacza, że podobnie postąpiły wszystkie sprywatyzowane przedszkola. Z pewnością część z nich postąpiła, zgodnie z deklaracja, bo przecież nie tylko chodzi tu o deklaracje urzędników oraz radnych, ale przede wszystkim o deklaracje samego Dyrektora.

Co na to nasze władze Gdańska?

Cóż… przedszkole sprywatyzowane to już nie ich problem.

Brak powiązanych artykułów.

2 komentarze do “Prywatyzacja przedszkoli, obietnice, podwyżki”

  1. 30 mar 2010, 01:23:24Artur

    W Rumii jest mnóstwo przedszkoli prywatnych i zaledwie kila państwowych. I wiecie co? W prywatnych jest po pierwsze drożej , po drugie kadra zmienia się niemal co tydzień, po trzecie nie ma nad tymi placówkami żadnej kontroli. Nie twierdzę , że każde prywatne przedszkole jest złe. Fakty są jednak takie , że państwowe(w swej masie) pod każdym względem wypadają lepiej.

  2. 30 mar 2010, 13:57:00ala

    Ale pani minister najbardziej kocha te prywatne i chce zrównać warunki pracy w państwowych (tzn. zabrać Kartę Nauczyciela) aby lepszych nauczycieli pozyskać dla prywatnych (za mniejsze pieniądze oczywiście). Z tego co słyszę w szkołach i przedszkolach to tych dobrych nauczycieli może stracić bezpowrotnie, jak mają tak trudną i odpowiedzialną pracę wykonywać na warunkach jakie stwarzają niejednokrotnie prywatni pracodawcy (beż żadnych korzyści) to wolą robić w życiu co innego – 8 -10 godzin dziennie ale bez takiego stresu. Dobry nauczyciel odpowiada za to co robi, a po kilku godzinach pracy w hałasie (bo to dla dużych grup dzieci jest naturalne że hałasują) nie zawsze jest w stanie przezwyciężyć zmęczenie i zapewnić bezpieczeństwo Jasiowi, który właśnie rzuca klockami w kolegę, lub dźga kredką koleżankę. Praca z małymi dziećmi pani minister chyba się nawet nie śniła ;-)

Skomentuj