Przedszkola dla wszystkich dzieci?
19 sty 2010. Kategoria wpisu: Brak miejsc w przedszkolach
Rząd chciałby zwiększyć ilość miejsc w przedszkolach, tak aby było w nich miejsce dla wszystkich dzieci. Więcej informacji w artykule „Rząd ma plan: wszystkie maluchy do przedszkola”:
Według najnowszych danych Ministerstwa Edukacji tylko 60 proc. dzieci w wieku trzech-pięciu lat chodzi do przedszkola.
Im dziecko młodsze, tym z miejscem dla niego gorzej: czterolatków jest w przedszkolach ok. 40 proc., trzylatków – najwyżej 30 proc. Jeszcze większe różnice są między miastem a wsią, gdzie na przedszkole ma szanse najwyżej co trzecie dziecko.
Polski rząd chce chociaż 90 proc. Tak wynika z dokumentu zespołu doradców premiera dla MEN. Skąd wziąć te miejsca? Rząd chce budować nowe przedszkola.
Według szacunków zwiększenie liczby miejsc w przedszkolach w Polsce może kosztować nawet ok. 3 mld zł rocznie. I tyle pieniędzy MEN ma zdobyć w negocjacjach z Komisją Europejską na następny okres finansowania, od 2014 r.
Jednak szef doradców premiera minister Michał Boni twierdzi, że z problemem braku miejsc poradzimy sobie nawet już do 2015 r. Jak? – Trwają finansowe przymiarki – powiedział nam tylko.
To może być trudne, bo w Polsce przedszkola są na utrzymaniu gmin, nie budżetu państwa. A gminy kosztownych przedszkoli nie chcą utrzymywać.
Co Państwo sądzą o tym pomyśle?
Brak powiązanych artykułów.
a mnie ujął ten cytat
>>Kozińska-Bałdyga uważa, że przedszkola powinni budować i prowadzić sami mieszkańcy, a niekoniecznie gmina:<<
To co ja mam tu komentować. To że płace podatki, to że utrzymuję gminę, samorządy, starostę i jego świtę nie wspominając o MEN. A w wolnych chwilach po godzinach mojej pracy powinienem brać kielnię i szpachlę i brac się za murarkę.
Ja rozumie że mogą to być rozwiązania doraźne ale jeśli to ma być taka ogólna koncepcja to chyba pani Kozińska-Bałdyga naoglądała się za dużo filmów Bareji.
A co następne – budujmy sami szpitale, teatry, kina no i przedwszystkim w czynie społecznym wybudujmy większy MEN. ŻĘNADA!!!
Rząd chce i pewnie MEN chce i prawdopodobnie nawet wiele samorządów chce.
Każdy kto przeczyta ten artykuł pomyśli, wybudowanie przedszkoli by było miejsce dla wszystkich? przecież to nierealne!
Ale od czego są sprawdzone sposoby, które nawet jak nie do końca wyszły to, można je stosować na kolejnych rocznikach przedszkolaków a raczej rodziców:
* cała gama działań by wyrzucić 6 latki z przedszkola,
* wyrzucanie wprost, czyli brak możliwości zapisania,
* przenoszenie całej grupy do pobliskij szkoły,
* zastraszanie rodziców, że w przedszkolnej grupie sześciolatek będzie się uwsteczniał,
* tworzenie dodatkowych grup przedszkolnych w salach do gimnastyki, rytmiki,
* tworzenie dodatkowych grup przedszkolnych w każdy wolnym pomieszczeniu przedszkola, nawet jeśli 17 dzieci umieści się na 17 metrach kwadratowych,
* umieszczenie 30 dzieci w jednej grupie, licząc, że będą chorować i będzie ich rzeczywiście mniej,
A myślę, że dojdzie jeszcze jeden pomysł, wtedy gdy pięciolatki będą miały obowiązkowe przygotowanie przedszkolne, przesunie do szkoły a może mówiąc dobitnie wyrzuci.
Tak usunięcie i 6-latków i 5-latków z przedszkola + wyżej wymienione sposoby z pewnością podniosą procenty.
Pewnie gdzieniegdzie wybudują jakieś przedszkole, żeby minister MEN, mogła dokonać oficjalnego szumnego otwarcia.
pozdrawiam
Hanna
/Kozińska-Bałdyga uważa, że przedszkola powinni budować i prowadzić sami mieszkańcy, a niekoniecznie gmina/
Niektórzy jak to przeczytają to im skacze ciśnienie. Szczególnie na słowo POWINNI. Wydzwięk jest taki: nie ma przedszkola więc rzucę pracę i zakasam rękawy w czynie społecznym. Wraca nasz ulubiony tata architekt, który zaprojektuje nowy korytarz szkoły.
Oczywiście nie chodzi o to że rodzice mają nic nigdy i nigdzie dla edukacji dzieci nie robić (poza płaceniem podatków). Ale w Polskich warunkach takie założenie brzmi groteskowo. U nas itak rodzice są sponsorami szkoły. Zrzutki na wszystko i praca społeczna w trójkach klasowych. Rodzice, których wsparcie ze strony państwa jest w Polsce szczątkowe potrzebują programowego programu pomocy, tak żeby mogli normalnie iść do pracy i pracować na PKB i emerytury dla ZUS, których sami już zresztą nie doczekają. A nie założenia: zbudujcie sobie sami, będziecie mieli zajęcie.
Witam wszystkich,
Nazywam się Piotr Maciejewski. Jestem dziennikarzem, współpracuję z Gazetą Wyborczą. Piszę obecnie dla Dużego Formatu reportaż o przedszkolach. Chciałbym się w nim skupić na problemach rodziców, którym nie udało się wysłać dzieci do przedszkola lub musieli o to naprawdę walczyć. Wiem, że zdarzają się przypadki, gdy matka jest na przykład zmuszona zabierać dziecko do pracy. Szukam osób, które zgodziłyby się opowiedzieć mi swoją historię zmagań (udaną bądź nieudaną) o to, by wysłać dziecko do przedszkola. Chciałbym opisać sytuację wielkich miast, jak również wsi i małych miasteczek.
Czy Państwo mają kontakty do takich osób (lub sami przez coś takiego przeszli)? Jeśli chcieliby Państwo o tym opowiedzieć, proszę o kontakt na mail pmaciej@tlen.pl.
Pozdrawiam serdecznie
Piotr Maciejewski
Słów brak. Był pomysł, żeby otwierać prywatne przedszkola i punkty opieki i odciążyć gminy, ale wymagi jakie trzeba spełnić są z kosmosu!!! A ja chętnie oddałabym dziecko pod opiekę opiekunki, gdzie grupy są małe i każde dziecko ma zapewnioną opiekę. Ale takie punkty są coraz częściej zamykane z powodu idiotycznych wymagań!!!