Wiadomości
Komentarze
Forum

Artykuł na temat przygotowania szkół do reformy w Krakowie – „Szkoło, z czym do sześciolatka?”:

Gdyby 55 krakowskich podstawówek, w których rozpoczynają naukę sześciolatki, połączyć w jedną, powstałaby szkoła prawie na miarę reformy. Jedne mają małe mebelki, ale nie mają dywaników, inne mają dywaniki, za to mebelków brak. Żadna nie stworzyła dla maluchów wspólnej klasy.

Zgodnie z reformą uczniowie klas I-III mają mieć w szkole zorganizowane kąciki zabaw, a przed szkołą plac zabaw. Ponieważ resort edukacji na zmiany nie dał do tej pory samorządom ani złotówki, szkoły robiły zakupy za to co miały. A miały niewiele. To dlatego w SP nr 4 w najmłodszych klasach są dywaniki (nauczyciele zdobyli wykładzinę za 120 zł i obszyli, żeby była ładniejsza), ale nie ma jeszcze tzw. zabawek (MEN wymaga kolorowych piłek, klocków, a nawet zestawów do pokonywania wysokości i torów przeszkód). W SP nr 114 są małe mebelki, stoliczki i szafeczki, za to brak dywaników i wydzielonych na kąciki miejsc. W miarę wyposażone kąciki (jeden za 4 tys. zł), jednak bez fajerwerków w postaci torów przeszkód, ma podstawówka nr 55. Ma też specjalną salkę do ćwiczeń dla maluchów, ale placu zabaw brak.

W Krakowie własny kawałek ziemi z drabinkami ma tylko 10 szkół (na 97 podstawówek). Reszta stoi w kolejce po sprzęt, który MEN obiecał w ramach programu „Radosna szkoła”.

(…)

Dyrektorzy krakowskich szkół, do których zapisano sześciolatki, nie kryją podejrzeń, że bez względu na reformę te dzieci i tak by do nich trafiły. Co roku bowiem część rodziców sama podejmuje decyzję, by ich pociechy szybciej zaczęły naukę. Dyrektorzy pewnie mają rację. Trudno bowiem uwierzyć, że to przystosowanie krakowskich podstawówek do reformy nakłoniło garstkę rodziców, by posłali dzieci rok wcześniej do szkoły.

Brak powiązanych artykułów.

Skomentuj