Wiadomości
Komentarze
Forum

Sześcioletni Antoś z warszawskiego Służewca, jedno z dzieci pani Katarzyny, o tym, że do swojego ukochanego przedszkola, dokładniej – do przedszkolnej zerówki, we wrześniu już nie wróci, dowiedział się od mamy w kwietniu. Najpierw się rozpłakał. Potem zapytał, czy tam, gdzie go przymusowo wysyłają, w tej nowej szkole, będą się nim opiekować te same panie, co wcześniej. Mama pokręciła przecząco głową.

– To może chociaż przejdą z nami panie kucharki? – zapytało dziecko z nadzieją w głosie.

W zerówce szkolnej, do której mimo burzliwych protestów rodziców trafił Antoś, nie ma jednak nie tylko dawnych pań i dawnych kucharek. Nie ma też bezpiecznych, wyklejonych malowankami korytarzy ani przytulnych łazienek, w których opiekunki pomagały dzieciom myć ręce i zęby. Są za to rozwrzeszczane dzieci ze starszych klas, ścisk na korytarzach i kolejki do toalety. Co więcej, toalety te nie są przystosowane do wzrostu sześciolatków, bo szkoła nie zdążyła przeprowadzić remontu. Dzieci nie dosięgają więc ani do umywalek, ani do misek ustępowych.

Tak zaczyna się artykuł „Przymus szkolny” z ostatniego „Przekroju”. Zachęcamy do przeczytania.

Brak powiązanych artykułów.

Skomentuj