Wiadomości
Komentarze
Forum

W „Rzeczpospolitej” ukazały się dwie opinie dotyczące reformy systemu edukacji. Ireneusz Krzemiński, socjolog, w artykule „Edukacja wolna od biedy” napisał o reformie, jej dobrych stronach, zagrożeniach oraz o działalności rodziców:

Chciałbym z całego serca poprzeć propozycje minister Hall. Zwłaszcza chodzi mi o dwie sprawy: dokończenie, w duchu pierwotnej reformy rządu Buzka, reformy programowej od podstawówki do liceum, a po drugie – powstanie pierwszych klas dla wszystkich dzieci sześcioletnich. Podkreślam, że ma to dotyczyć wszystkich dzieci, także na wsi i w zagubionych czasem na prowincji miasteczkach.

Od razu chciałbym powiedzieć, że ruch społeczny przeciwko wysyłaniu sześciolatków do szkół wydaje mi się raczej smutniejszym ruchem społecznym, jaki się narodził w Polsce. Co prawda, powinno się docenić fakt, że takie zjawisko powstało, bo ostatnio tego rodzaju zjawiska są rzadkie, lecz kierunek tego ruchu doprawdy odbiega od tego, co mnie i przynajmniej mojemu pokoleniu kojarzy się ze słowami „ruch społeczny”. Na pewno jest to ruch buntu, ale póki co wydaje mi się, że nie jest to bunt pozytywny.

(…)

Wracając jeszcze do ruchu rodziców, warto zastanowić się, dlaczego tak łatwo powstał i podobno szybko się rozszerza ruch buntu przeciw reformie, gdy tymczasem przywoływane już badania pokazują, że istotną słabością polskich szkół jest także trudność… nawiązania współpracy z rodzicami! Owszem, rodzice są w stanie walczyć, czy wręcz wykłócać się o swoje dziecko, ale w ogóle nie są skłonni do jakiegokolwiek zorganizowania współdziałania, aby szkoła działała lepiej, lepiej uczyła, z większą troską i sprawiedliwie traktowała uczniów.

Natomiast prof. Andrzej Nowak, autor artykułu „Prawdziwy koniec historii”, jest bardzo zaniepokojony zmianami podstawy programowej dotyczącymi nauki historii:

Nauka z trzech lat gimnazjum ma być uzupełniona przez kontynuujący jej treści program w pierwszej klasie liceum. Nastąpi zatem faktycznie powrót do kursu czteroletniego. Brawo. Nareszcie będzie czas, by omówić historię XX wieku, najnowszą, dotąd traktowaną po macoszemu. Tu jednak zaczyna się dramat i kończy historia. Obowiązkowa nauka tego przedmiotu jest bowiem przewidziana tylko w pierwszej klasie liceum!

Dla ogromnej większości młodych Polaków kontakt z historią skończy się w wieku 16 lat. O walce o niepodległość i jej odzyskaniu będą mówili na lekcjach po raz ostatni w gimnazjum (nowy program pierwszej i ostatniej klasy liceum zaczyna się od roku 1919). O niezwykłym eksperymencie dziejowym Rzeczypospolitej Obojga Narodów, o Konstytucji 3 maja – usłyszą po raz ostatni w kontekście historycznym, kiedy będą mieli lat 14. O starożytności i średniowieczu – w pierwszej klasie gimnazjum… Na poziomie wiekowym dawnej klasy siódmej szkoły podstawowej.

Kiedy będą mieli 17 – 19 lat, ich umysły zaczną się otwierać na poważniejsze kwestie politycznej natury: odpowiedzialności obywatelskiej, narodowej wierności i zdrady; kiedy można zacząć z nimi rozmawiać o tych trudnych sprawach, które dawniej nazywano imponderabiliami, kiedy lepiej będą mogli pojąć złożoność historii – wtedy już nie będą mieli historii. Dla większości młodych Polaków obraz dziejów wyniesiony ze szkoły będzie musiał zatrzymać się na poziomie infantylnym.

(…)

Rewolucyjny charakter nowej reformy edukacji najłatwiej oddają właśnie liczby. Przed reformami w liceum ogólnokształcącym przewidywano w wersji podstawowej 240 godzin historii w całym czteroklasowym cyklu. Obecnie przewiduje się 60 godzin (jeśliby dodać do tego ostatnią klasę gimnazjum, odpowiadającą wiekowo dawnej pierwszej licealnej, to godzin byłoby razem 120).

W ciągu 20 lat od odzyskania niepodległości uda nam się zmniejszyć czas nauczania historii w szkołach o ponad 40 procent. Przeciętny maturzysta będzie miał w całym swoim wykształceniu ukończony kurs historii na poziomie dawnej podstawówki: 240 godzin. Te liczby są dla mnie szokujące.

Brak powiązanych artykułów.

5 komentarzy do “Socjolog i historyk o reformie edukacji”

  1. 18 gru 2008, 09:45:45irena

    Do artykułu Edukacja wolna od biedy.
    Tak jest należy podziękować Pani minister, że dziecko ze wsi lub zagubionego na prowincji miasteczka urodzone między 01.01.2003 a 30.04.2003, które nie chodziło do przedszkola (w 800 gminach w Polsce nie ma żadnego przedszkola) pójdzie jako sześciolatek do pierwszej klasy z dziećmi nawet o 16 miesięcy starszymi od siebie, które chodziły do obowiązkowej w tym kraju zerówki! To oczywiście dla dobra tych dzieci! Czy autor tego artykułu, autorka reformy myślą, że rodzice w tym kraju to ludzie o poziomie inteligencji znacznie poniżej średniej?! Że można im wciskać taką ciemnotę i że oni się nie odezwą?
    Co do zaś buntu rodziców to myślę,że jest on jak najbardziej pozytywny. Ludzie w tym kraju już na niewiele rzeczy reagują, są zmęczeni, nie chcą się do niczego mieszać bo utracili nadzieję,że mogą coś osiągnąć jeśli jest to sprzeczne z wolą władzy. Ale jest jeszcze coś na czym ludziom zależy to jest dobro NASZYCH DZIECI. BĘDZIEMY BRONIĆ NASZYCH DZIECI WBREW POGLĄDOM TAKICH ŚWIATŁYCH LUDZI JAK AUTOR TEGO ARTYKUŁU.
    POLSCY RODZICE MAJĄ SWÓJ ROZUM!!!!!!

  2. 18 gru 2008, 12:57:46agata

    BRAWO! Lepiej bym tego nie skomentowała! Moja corka chodzi do grupy mieszanej z mlodszymi od siebie nawet 14 miesiecy i dla niej tez jest to krzywdzące! w grupie ma kilkoro w swoim wieku i wmawia mi sie ze to nie ma znaczenia dla niej. Wg mnie ma zasadnicze! najlepiejby bylo zeby kazdy rocznik byl wo osobnej grupie/ klasie bo i tak w ciagu jednego rocznika będa roznice wsrod dzieci! Dzis moja corka jest w maluchach bo w zeszlym roku nie miala szans sie dostac do przedszkola panstwowego, a w okolicy w tym roku byl brak miejsc dla czterolatkow. przedszkole do ktorego uczeszcza zrobilo grupe mieszana 3 i 4 latkow! jesli okaze sie ze moja corcia bedzie musiala pojsc jako 6 latek do szkoly to praktycznie z leżakowania wskoczy do ławki szkolnej! Nie dosć ze w tej chwili uczeszcza z maluszkami to potem bedzie musiala od razu wskoczyc w swiat starszych dzieci. Brak jakiejkolwiek logiki – po co laczyc roczniki? to juz chyba lepiej robic nabor co semestr? wtedy dzieci beda zblizone wiekowo!

    Rodzice rozum mają ale czy nasz ruch cos pomoze to juz inna kwestia!

  3. 18 gru 2008, 16:41:14Hanna

    Pan socjolog z jednej strony tak wiele niedociągnięć reformy zauważa, a z drugiej strony trochę negatywnie mówi o ruchu rodziców. Tak jakby oni buntowali się dla zasady, mówili nie bo nie i nie widzieli tych niedociągnięć.

    Nie jestem socjologiem ale wiem, że istnieje ogromny opór jeśli chodzi o zgłaszanie spraw przez rodziców, generalnie na zasadzie „nie będę się wychylać bo jeszcze to się odbije na moim dziecku”. I myślę, że właśnie rodzic działa wtedy kiedy dziecku dzieje się ewidentna krzywda.

    Moim zdaniem warto przyjrzeć się temu, jakie rodzic ma realne możliwości zgłaszania swoich uwag.
    Na przykładzie reformy, nie ma standardu, nie ma przepisów prawnych jak szkoła ma wyglądać. To co nawet obecna ustawa o oświacie mówi to tylko tyle, że mają być bezpieczne i higieniczne warunki. Termin może być bardzo różnie interpretowany.

    Niestety bez przepisów prawnych ani rusz. Nikt i nic zmusi samorządu to tego by zastosował się to tego co nie jest jasno i precyzyjnie określone.
    Oczywiście nie każdy samorząd ma postawę „dopóki nie muszę, dopóki tego nie zrobię”. Jednak takie samorządy są i nie koniecznie to idzie w parze z tym czy samorząd jest „bogaty” czy „biedny”.

    Z realacji Konferencji w Gdańsku wynika, że
    „nad publicznymi placówkami oświatowymi w Gdańsku obecnie ciąży nakaz Sanpeid-u niezbędnych prac remontowych (na podsatwie bezwzględnego naruszenia norm sanitarnych) na łączną kwotę 330 mln zł, natomiast we właśnie uchwalonym miejskim budżecie władze Gdańska zabezpieczyły na te cele stosownie: 4 mln zł na remonty placówek przedszkolnych i 30 mln zł na remonty szkół”

    czyli Sanepid ma wytyczne, idzie na kontrole i myślę, że nie narzuca od razu kary, tylko robi to dopiero po rekontroli, czyli wtedy gdy stwierdzi że zalecenia nie zostały wykonane.
    A co robi samorząd którego stać na budowę stadionu? Dokładnie NIC.
    Kary są nakładane, samorząd nic nie robi, kary są nakładane i tak to trwa …..
    Czy komuś coś grozi, wydaje się, że nic.

    Tak wygląda rzeczywistość.

    Kiedy zaczynały się pierwsze informacje o reformie, myślałam w kategoriach
    „Moje dziecko czy z reformą czy bez i tak pójdzie do szkoły, bo będzie miało wtedy 7 lat. Od początku nie wierzyłam, że ten cukierkowy obrazem jest realny. Myślałam jednak, że jak nie zrobią tak jak ma być, to przynajmniej będzie się czego domagać.”

    Teraz wiem że jeśli nie będzie przepisów mówiących czarno na białym to nic się nie da zrobić.
    Smutne to ale prawdziwe.

    H.

  4. 18 gru 2008, 20:17:19marek

    Pan socjolog w artykule umieścił dobrą wskazówkę. Tak, tak praca dla Edukacji Polskiej firmy, która wygrywała ostatnio wszystkie przetargi w MEN- ie na zabawki dydaktyczne. Trzeba teraz te zabawki sprzedać i to najlepiej na podstawie standardów określonych przez MEN.
    Tak czytelny jest obraz więzi wydawców i firm, które mogą się wzbogacać na każdej reformie, że lepiej, aby się ci wszyscy uzdrowiciele polskiej oświaty już więcej nie wypowiadali.

  5. 21 gru 2008, 14:00:01Piotr Saj

    Idea objęcia obowiązkiem wychowania przedszkolnego pięciolatków jest słuszna. Sposób realizacji oględnie mówiąc pozostawia wiele do życzenia.

    Obowiązek szkolny dla sześciolatków w okresie przejściowym teoretycznie ma być zależny od rodziców, więc nie jest prawdą, że zmusi się sześciolatka do pójścia do pierwszej klasy z 16 miesięcy starszym kolegą.
    Niestety między teoria, a praktyką są bardzo duże rozbieżności.

    Pan Krzemiński najwidoczniej ma dośc blade pojęcie o „buncie” rodziców, ale szczerze powiedziawszy nawet ja zaangażowany w ten bunt widzę spore rozbieżności z poglądami ukazującymi się na forum, więc chwytając się jednej wypowiedzi czy dość niejasnych przekazów medialnych łatwo można przypiąć łatkę. Aczkolwiek panu Krzemińskiemu (socjologowi) nie wypada.

    Szok prof. Nowaka podzielam. Gdy zestawi się godziny w cyklu na nauke historii oraz na naukę religii to szok wzrasta. Niemniej popieram reformę zmierzającą do zakończenia przymusu nauczania przedmiotu na pierwszej klasie szkoły ponadgimnazjalnej. Poszedłbym dalej i przymusowy kurs nauczania danego pzredmiotu zakończyłbym na szkole podstawowej. Treści historyczne powinny być szerzej reprezentowane na języku polskim.

Skomentuj