Wywiad z min. Hall
5 maj 2009. Kategoria wpisu: Reforma systemu edukacji
W czasopiśmie „Niezbędnik rodzica” ukazał się wywiad z minister Katarzyną Hall, który koncentruje się na temacie obniżenia wieku szkolnego. Pełen tekst wywiadu jest dostępny na stronie „Niezbędnika”. Poniżej prezentujemy fragmenty tego wywiadu z naszymi komentarzami (fragmenty pogrubione są wypowiedziami dziennikarki przeprowadzającej wywiad).
Warunki pobytu dzieci są nieporównywalne lepsze w przedszkolach niż w szkołach i tu zapoznawanie się z ofertą nic nie zmieni. Ministerstwo w żaden sposób nie będzie sugerowało samorządom jak postępować?
Nie wszędzie tak jest. Znam oddziały przedszkolne w szkołach, gdzie warunki są wzorcowe – z osobnym wejściem, wyżywieniem i opieką do godziny 20.
Czy widzieli Państwo oddział przedszkolny w szkole publicznej, który zapewnia opiekę do godziny 20-tej? Czekamy na informacje…
A przecież to rodzice mieli decydować gdzie 6-latek będzie się uczył. Mówiąc rodzicom, że będą mieli prawo wyboru wiedziała Pani, że w praktyce jest to obietnica bez pokrycia, bo to nie od ministerstwa zależy sieć szkolna. Tylko, po co było obiecywać?
Mówiłam o wyborze rodzaju edukacji. O wyborze pomiędzy pójściem do pierwszej klasy a dalszą realizacją przez sześcioletnie dziecko programu wychowania przedszkolnego – jeśli dziecko nie osiągnęło jeszcze gotowości szkolnej, wymaga dalszych ćwiczeń, które przygotują je i sprawią, że będzie się dobrze czuło rozpoczynając naukę w szkole. Wybierajmy najpierw program edukacyjny, a potem myślmy o tym, pod jakim adresem edukacja się odbywa. Rodzic przecież ma prawo posłać dziecko do szkoły nierejonowej, do szkoły niepublicznej, ma też prawo edukować je w domu – zgodnie z określonymi regułami.
W teorii brzmi pięknie, ale w praktyce szkoła nierejonowa nie ma obowiązku przyjęcia dziecka z innego rejony, nie wszystkich rodziców stać na edukację niepubliczną, nie wszyscy rodzice mogą zdecydować się na edukację domową – np. w wypadku gdy oboje rodzice pracują.
Nowa podstawa programowa będzie też obowiązywać te 6-latki, których rodzice uznają, że ich dzieci nie są jeszcze gotowe do nauki szkolnej.
Pani minister uporczywie ignoruje fakt, że 6-latki zostają w przedszkolu nie dlatego, że nie są gotowe do nauki szkolnej, ale dlatego, że szkoła nie jest w stanie zapewnić chociażby przyzwoitych warunków opieki nad tak małymi dziećmi.
Oznacza to, że 7-latki będą realizowały program przewidziany dla 6-latków, czyli będą powtarzać to, co robiły w zerówce.
Czyli będą robiły to, co dotychczas właśnie się działo. Bo 7-latki musiały dotychczas powtarzać to, czego się uczyły w „zerówce”. Powiedzmy sobie szczerze, że niewiele nowego działo się w pierwszej klasie w porównaniu z „zerówką”.
A co na to nauczyciele? Czy rzeczywiście przez dwa lata nauczyciele, którzy pracowali z jedną klasą 6-, a następnie 7-latków robią dwukrotnie to samo?
Rodzice mogą monitorować, sprawdzać i przyglądać się jak pracuje szkoła?
Na pewno. Rodzice zawsze to robili. Na pewno zadawanie dzieciom zbyt dużo zadań do domu byłoby niepokojącym sygnałem. Uważam, że tak naprawdę nauczanie powinno odbywać się w szkole i nauczyciele powinni znajdować czas na ewentualną dodatkową pracę, na pomoc dzieciom w odrobieniu zadania podczas dyżurów w świetlicy, na wytłumaczenie im czegoś trudnego po lekcjach. I tu myślę, że w większym stopniu szkoła mogłaby być otwarta na indywidualne potrzeby dzieci.
Przede wszystkim jest tu sprzeczność logiczna: z jednej strony „nauczanie powinno odbywać się w szkole” (rozumiemy przez to: podczas godzin edukacyjnych), ale jednocześnie dzieci w świetlicy powinny odrabiać lekcje? To gdzie i kiedy mają odrabiać lekcje te dzieci, które nie chodzą do świetlicy?
Po drugie wizja jest piękna, ale znowu trudno powiązać ją z rzeczywistością wielu polskich szkół. W jaki sposób nauczyciel ma pomagać dzieciom w odrabianiu lekcji w świetlicy, kiedy ma tam pod opieką wiele dzieci stłoczonych w malutkim pomieszczeniu?
Gdzie można znaleźć informacje o warunkach, jakie powinny zapewnić swoim uczniom szkoły?
W przepisach dotyczących bezpiecznych i higienicznych warunków pracy szkoły.
Uzupełnijmy: na pewno nie znajdziemy tego w dokumentach wydanych przez MEN…
Czy przy okazji obecnej reformy oświatowej nie powinno się dać rodzicom do ręki instrumentów wzmacniających ich pozycję? Żeby też mieli wpływ na jej realizację.
Przewidywany trzyletni okres przejściowy jest mechanizmem wywierania przez rodziców wpływu na to, by szkoła była miejscem jeszcze bardziej przyjaznym, bezpiecznym i lepiej opiekującym się dziećmi. Jeżeli rodzicom nie spodoba się oferta edukacji przedszkolnej, którą zapewnia samorząd, nie skorzystają z niej i nie poślą dziecka. Nie zdecydują się wysłać 6-latka do I klasy konkretnej szkoły, gdy uznają, że są tam nieprzyjaźni nauczyciele, złe warunki opieki, jest brzydko i niefajnie. Nadzór pedagogiczny będzie miał dane, w których szkołach i przedszkolach ile dzieci skorzystało z nowej oferty. Będziemy monitorować te wskaźniki. To będą bardzo twarde wyniki zaufania rodziców, czyli obywateli, do szkoły.
Na podstawie informacji różnych miast, ten obecnie ten „twardy wskaźnik zaufania do szkoły”, czyli odsetek rodziców którzy planują wysłać 6-latki do I klasy, wynosi ok. 1-2%.
Bo nie ma od razu prawnego obowiązku posyłania 5-latka do przedszkola i 6-latka do szkoły. Dla samorządu każde dziecko idące do I klasy oznacza subwencję edukacyjną. To są konkretne środki idące za tym dzieckiem. W sytuacji, gdy rodzice nie zdecydują się posłać dziecka do szkoły, na samorządzie spoczywa, również finansowy, obowiązek zapewnienia mu wychowania przedszkolnego. Tak więc decyzja o posłaniu, bądź nie, dziecka do I klasy, jest decyzją dającą konkretne pieniądze samorządom. Myślę, że będą się one starały, żeby rodzice im zaufali i żeby oferta edukacyjna była coraz lepsza. To jest mechanizm właśnie po to wymyślony, żeby był ten czas na zapytanie rodziców o oczekiwania i dostosowanie się do nich.
A w praktyce działa to w ten sposób, że samorządy zamiast pytać o oczekiwania, apelują do rodziców o „rozsądek, dobrą wolę i poświęcenie się dla dobra społeczeństwa”, bądź też nakazowo decydują o przenoszeniu oddziałów przedszkolnych do szkół.
Zachęcamy Państwa do przeczytania całości wywiadu i podzielenia się swoją opinią.
Brak powiązanych artykułów.
Bilety autobusowe nie od 7, a od 6 roku życia? To pyt. w kwestii finansów – czy ktoś z rodziców orientował się, czy obniżenie wieku szkolnego spowoduje konieczność płacenia za bilety autobusowe o rok wcześniej, niż dotychczas? Ustawowa ulga (100proc.) za przejazdy obejmuje dzieci do momentu, w którym zaczyna się obowiązek szkolny. Jak nic wychodzi na to, że grube pieniądze wyfruną z rodzicielskich portfeli także do kasowników…
Taak, już wiele skrótów myślowych minister Hall słyszeliśmy, może czas je klarownie przedstawić? Tak jak minister pozwala samorządom dowolnie interpretować prawo oświatowe uchwalone- wydawałoby się- dla uczniów i szkół, tak ja chętnie zinterpretuję kolejne bałamutne wypowiedzi Hall:
- rodzice mają prawo do edukacji niepublicznej: z pewnością „reformą” minister Hall zapewniła swoim prywatnym szkołom autonomicznym w Trójmieście, płacącym ulgowy czynsz miastu, większą liczbę uczniów, klas zerowych i pierwszych, konkurencyjność przy naborze.
- rodzice mają prawo do edukacji domowej: już to słyszeliśmy w sejmie od kolegów minister z PO, że jak się protestującym nie podobają zmiany w oświacie, to niech z dzieciakami w domu siedzą i nie przeszkadzają.
- minister zna szkoły, gdzie dzieci siedzą do 20-tej: które? te najdroższe w Sopocie, które zakładała? czy te, które zakładała Ligia Krajewska? jeszcze jakieś koleżanek i kolegów z MEN? a może szkoły zakładane przez Rzecznika Praw Dziecka, który nic sobie nie robi z całego zamieszania wokół reformy, bo ufa MEN?
- jeśli dziecko nie jest gotowe na szkołę, wymaga dalszych ćwiczeń: już wiemy, że oznacza to faktycznie „jak masz rodziców idiotów nie popierających reformy będziesz za karę powtarzał 5-latki w przedszkolu, nie dostaniesz ani kasy na podręczniki ani zajęć wspomagających”
- mówiła o wyborze rodzaju edukacji: taki szczególik, który zapomniała w sejmie sprecyzować…
- mówiła też przed samym głosowaniem nad wetem b. ważne słowa: „edukacja w szkole każdego 6-latka będzie w pełni sfinansowana”. Cóż za odkrywczość, że szkoła otrzymuje subwencję na każde dziecko. Cóż to za zawrotne kwoty gwarantujące remonty w szkołach…
- w przepisach można znaleźć informacje, ale MEN ma je gdzieś: SANEPID jasno wskazywał, że nauka dzieci 6-9letnich na zmiany jest łamaniem praw ich naturalnego rozwoju!
- taak, dzieci będą teraz 2 lata powtarzać ten sam program, a co tam…: w MEN leży już gotowy projekt kolejnej zmiany programowej, która zakłada, że w pierwszych klasach szkół licealnych, techników i … zawodówek będzie obowiązywał ten sam program. Program zawodówki. Super, prawda?
- zadawanie dzieciom do domu to przesada, ale: prof. Gruszczyk-Kolczyńska autorka nowej podstawy wydała książkę dla nauczycieli „Zajęcia wyrównawcze dla dzieci rozpoczynających edukację szkolną”. To co, w wakacje przed klasą 1-szą jeszcze MEN da dorobić swoim ekspertom na specjlanych kursach wyrównawczych dla dzieci z całej Polski?
- decyzja o posłaniu dziecka do szkoły lub przedszkola daje konkretne pieniądze samorządom?: a ja myślałam, że chodzi o dzieci i ich edukację, głupia! że to dzieci mają skorzystać na reformie…
- wskaźniki zaufania obywateli do szkoły: nie, nie świadczą o nieufności wobec szkoły, niech MEN przeprowadzi badania opinii publicznej, to są wskaźniki poparcia dla działań MEN i zaufania dla Hall- 1-2% w skali kraju. Czas wsiadać w ekspress do domu!!!
Wszystkie zapewnienia Pani minister są zbędne, rodzice widzą co się dzieje bo odwiedzają szkoły czytają gazety. Znają sytuację z „autopsji”. Wszelkie rozmowy z Panią Hall nic nie dały jest tak zadufana w sobie i tak pewna swoich racji że nie dociera do niej nic poza aprobatą współpracowników.
Na szczęście moje dziecko dostało się do przedszkola do grupy „0″.
Na szczęście nauczycielki będą realizowały dotychczasowy tok nauczania, być może wbrew nakazom MEN ale są to osoby godne zaufania i dlatego wierzę w to iż moja Julia będzie nadal uczyła się czytania i liczenia oraz logicznego myślenia jak do tej pory w 5-latkach.
Moje zaufanie do szkoły? To brak zaufania do MEN bo szkoła ze swoimi funduszami choćby dwoiła się i troiła nie zdziała za wiele. Najlepiej jest powiedzieć że wszelkie remonty i adaptacja budynku do potrzeb maluchów to zadanie dla gmin czy miast a nie MEN … Najprościej jest odbić piłeczkę.
zrozpaczona_mamo:
Napisałaś: „Najlepiej jest powiedzieć że wszelkie remonty i adaptacja budynku do potrzeb maluchów to zadanie dla gmin czy miast a nie MEN …”, tymczasem Min. Hall kilkakrotnie w swoich wytycznych dla Dyrektorów Szkół pisała o zaangażowaniu w takie prace (fizycznym i finansowym) rodziców uczniów. Praktykowane jest też wysyłanie przez ww. Dyrektorów próśb do okolicznych firm z branży budowlanej o rozliczne darowizny; zarówno pieniężne jak i w formie np. materiałów czy robocizny.
Bo co to wszystko obchodzi Panią K.H. ? W końcu na remont budynku MEN zawsze znajdzie się kasa!
No i mamy ministra, który ” pewne rzeczy ” robić będzie równym frontem. Uczenie równym frontem to system od którego chcieliśmy odejść, pedagogika nierespektująca indywidualnych stylów uczenia się dzieci. To piękne założenie poprzedniej reformy, którego nauczyciele kształcenia zintegrowanego systematycznie się uczyli nagle przestaje być ważne. Cofamy się zatem do lat 70 ubiegłego wieku , wyrzucamy do kosza osiągnięcia metodyczne, naukowe wybitnych pedagogów polskich. Brawo Pani minister. Brak wiedzy psychologicznej u szefa resortu jest porażający, tym bardziej , iż edukacja jednolitym frontem to nie jest standard europejski. Po co zatem MEN podając argumenty podpierające reformę ciągle o standardach europejskich wspomina ? Czy reformatorzy wiedzą o czym mówią.
I ta mantra Pani Hall, że sześciolatki uczyły się w przedszkolu czegoś, aby potem powtarzać to samo w szkole.
Jak dowodzą wyniki badań Akademii Świętokrzyskiej program dotychczasowej zerówki realizowany w przedszkolu był dobry, dzieci pracujące tym programem osiągały dojrzałość szkolną. ( Pani minister jak zwykle używa pojęć , których nie rozumie- nie ma bowiem dobrej lub złej dojrzałości szkolnej – jest dojrzałość, albo jej nie ma bo dziecko jej jeszcze nie osiągnęło )
Jeżeli nauczyciele dzieci siedmioletnich z tą dojrzałością dzieci po przedszkolnej zerówce nie umieli sobie poradzić – pracowali bowiem równym frontem – to dlaczego nie zreformowano programu pierwszej klasy ? Powtarzali bowiem niepotrzebnie to co dzieci już umiały. A przecież program pierwszej klasy dotąd nie był zadaniowy, nauczyciele mogli różnicować poziomy nauczania, bo właśnie podstawa programowa to umożliwiała. Pani Hall wykorzystuje więc swą powierzchowną wiedzę na temat tych nauczycieli, którzy nie potrafili pracować na poziomach, aby uwiarygodnić swoje ponoć logiczne rozumowanie.
Dlaczego nie podpiera swego rozumowania np. nauczycielami wspaniałymi, którzy takich błędów nie popełniali, pracowali na poziomach i zgodnie z teorią poznawczą rozwijającego się dziecka prof.Ryszarda Więckowskiego rozwijali dzieci dalej właśnie nie pracując równym frontem. Dlaczego w XXI wieku wyznacznikiem reformy edukacji jest praca nauczycieli, którzy sobie z czymś nie radzą ? Czy nie powinniśmy równać czasem do lepszych, a nie do gorszych?
Zadaniowy charakter podstawy programowej to chybiony pomysł z rożnych . Zbyt trudne lub zbyt łatwe zadania stawiane dzieciom, nieadekwatne do ich oczekiwań i rozwojowych potrzeb wywoływać bowiem mogą : apatię, zniechęcenie, a nawet agresję u dzieci. Ale, o tym minister edukacji w Polsce wiedzieć nie musi, prawda?